Posted by M.Petkowicz on listopada 18, 2007
Gdy Bolków Bolkenhain nazywano.
Początki Muzeum Regionalnego na Zamku w Bolkowie
W zasadzie żadne słowa, które tytułem powitania chciałbym do Państwa skierować, nie oddadzą tej satysfakcji i wewnętrznego zadowolenia, które ogarnia mnie, gdy stoję przed tak dostojnym gremium. Nie mniej pozwolę sobie wyrazić moje podziękowanie wszystkim, którzy są pomysłodawcami tego nadzwyczajnego spotkania i tej niezwykłej wystawy.
Obchodzone dziś wspólnie święto skłania mnie do szeregu refleksji, którymi chciałbym się z Państwem podzielić. Wszystkie odnosić się będą do tego momentu w naszej historii lokalnej, z którego pochodzą prezentowane tuż obok obrazy. Chciałbym Wam, Drodzy Słuchacze, dokonując przeglądu przez szeroką gamę przedwojennych stowarzyszeń, związków i zrzeszeń, ukazać bogactwo życia towarzyskiego i kulturalnego przedwojennego Bolkowa. Zanim to jednak uczynię, pragnę uświadomić Was, Drodzy Goście, o randze i znaczeniu miejsca, w którym się dziś spotkaliśmy i mniemam, że ułatwi Wam to właściwe wyczucie klimatu lat okresu międzywojennego i pozwoli oczyma wyobraźni wzmocnionej konkretnym obrazem powędrować – rozpoczynając spacer od bolkowskiego zamku – ulicami Bolkowa, jakiego dotąd nie znaliśmy.
Trudno dziś dokładnie ustalić datę powstania tego sławnego zamczyska, które użyczyło nam swoich murów do urządzenia tu wystawy. Jest jednak pewne, że zanim powstało miasto, wzniesiono tutaj murowaną wieżę. Niemiecki kronikarz z XVIII wieku, Benjamin Gottlieb Steige, podaje legendarną datę budowy wieży, którą miałby być 645 rok. Obiektywnie trzeba jednak stwierdzić, że wieże o takim kształcie, w jakim obecnie ją podziwiamy, pojawiły się we Francji około połowy XIII wieku. Wokół wieży zbudowano inne budynki i, co znajduje potwierdzenie w zachowanych dokumentach, już w 1277r. zamek pełnił przypisane tego rodzaju budowlom funkcje. Gdy kolejne stulecia odchodziły w mrok historii, znaczenie militarne zamku zmniejszało się aż do momentu, gdy jego strategiczne funkcje ustąpiły miejsca walorom turystycznym, dla których już od ponad stu lat przybywają na zamek tysiące turystów rocznie. Ważną datą w najnowszej historii zamku był 10 marca 1913r., kiedy to ówczesny burmistrz Bolkowa, Feige, zainicjował powołanie do życia Verein für Heimatpflege – Bolkowskiego Towarzystwa Regionalnego. Jego kierownictwo spoczęło w rękach ówczesnego dyrektora Mechanische Weberei, Kocha. Pierwszym ważnym zadaniem postawionym przed zarządem towarzystwa było stworzenie Heimatmuseum – Muzeum Regionalnego. Pomieszczenia dla muzeum znaleziono w starej siedzibie władz powiatowych, gdzie w czterech pokojach urządzono wystawę broni, izbę chłopską, izbę cechową oraz gabinet zabytków przyrody. Największy udział w tworzeniu muzeum miał starszy wachmistrz Hermann Göthert, który dotąd swoje zbiory przechowywał na strychu bolkowskiego ratusza. Kierownikiem muzeum, był początkowo kościelny Donix. Po siedmiu latach funkcjonowania Verein für Heimatpflege odstąpiło zajmowane izby muzealne urzędowi finansowemu. Krótko potem zrodziła się myśl pozyskania dla celów towarzystwa bolkowskiego zamku. Podczas gdy muzealne przedmioty leżały spakowane w skrzyniach, rozpoczęto negocjacje ze wszystkimi kompetentnymi, państwowymi i komunalnymi władzami, które skończyły się pełnym sukcesem, bowiem otrzymano zgodę na przebudowanie Frauenhaus – Domu Niewiast na zamku bolkowskim dla potrzeb turystycznego schroniska i Heimatmuseum. Otwarcie Jugendherberge – Schroniska Młodzieżowego mogło nastąpić już 23 lipca 1922. Na schronisko przypadały dwa pokoje na parterze Frauenhaus z trzydziestoma miejscami noclegowymi. Remont pozostałych pomieszczeń Domu Niewiast ukończono definitywnie wiosną 1923r., a 6 maja tegoż roku nastąpiło otwarcie nowych pomieszczeń Heimatmuseum. Bezpośrednio nad Schroniskiem Młodzieżowym znalazły się izby: cechowa i chłopska. Na najwyższym piętrze Domu Niewiast znajdował się arsenał dawnej broni. Tutaj umieszczono świadectwa minionych wojen, od niekształtnych wałów armatnich poprzez broń iglicową (strzelby), szable, włócznie, kamienne i żelazne kule, obozowe proporce, chorągwie mieszczańskie i cechowe na pamiątkach z I wojny światowej kończąc. Na ścianach wisiały obrazy i widoki starego Bolkowa oraz osób, które dla historii i rozkwitu miasta miały szczególne znaczenie. W zbrojowni przechowywano również niektóre przedmioty, które wcześniej były na wyposażeniu pierwszego ewangelickiego kościoła w mieście. Zbiór książek uzupełniały niegdyś ważne dokumenty i pokaźna ilość rękopisów. Pomieszczenia Heimatmuseum w wyniku ciągłego rozrastania się zbiorów nie były w stanie pomieścić wszystkich eksponatów. Latem 1927r. zostały ukończone prace konserwatorskie i modernizacyjne Frauenhaus. W 1929r. umieszczono na blankach wieży zamkowej pomalowane na jaskrawy kolor tablice, które miały umożliwić orientowanie się w terenie. Wiosną 1931r. rozpoczęto prace remontowe na pierwszym piętrze muzeum w zbrojowni, a do ochrony przed wdzierającym się deszczem wbudowano podwójne okna. Odwiedzanie zamku i muzeum oraz korzystanie ze schroniska rozciągało się w gruncie rzeczy na półrocze letnie. Pomijając pewne wahania, liczba gości stanowiła jakąś stałą wartość. W 1926r. sam zamek zwiedziło 10 678 osób, a w Jugendherberge nocowało około 900 turystów. W latach 1929 – 1933 funkcję przewodniczącego VHP pełnił pastor Walter Rohkohl, a od 1933r. radca urzędu sądowego Scheitzel. Krzewieniu wiedzy o regionie służyły Bolkenhainer Heimatblätter – Bolkowskie Zeszyty Regionalne, które ponadto miały stworzyć ogniwo łączące między bolkowianami, ich miastem i historią regionu.
Oryginalnym pomysłem Verein für Heimatpflege było urządzenie na wewnętrznym dziedzińcu zamku otwartej sceny teatralnej, na której wystawiono po raz pierwszy w 1925r. sztukę regionalną „Bolko” Fedora Sommera. Sprawozdanie rachunkowe Towarzystwa za 1925r. donosi, że 23 przedstawienia obejrzało 21 tys. widzów. Rok później liczba widzów Festspiele osiągnęła 29 tys. osób. Gdy w 1934r. powrócono do idei święta regionalnego, we wszystkich jego imprezach uczestniczyło 20 tys. widzów. W 1936r. ponownie ożyła otwarta scena teatralna na Zamku Bolkowskim. W średniowiecznych pochodach przez miasto mogły uczestniczyć setki zaproszonych gości. Wystawionym wówczas 39 przedstawieniom przyglądało się 12 tys. widzów, którzy oprócz sztuki Fedora Sommera mogli na przemian podziwiać dramaty Goethego i Hauptmanna. Poza tym czterokrotnie w 1936r. ze swoim repertuarem przyjeżdżał do Bolkowa teatr miejski z Jawora. W następnym roku (1937) na zamkowej scenie recytowano, oprócz dzieł niemieckich dramatopisarzy, wersy sztuk Shakespeara. We wszystkich przedstawieniach udział wzięło 17 wykonawców z dużych scen Wrocławia, Berlina, Bazylei i Düsseldorfu. Na 45 przedstawień przybyło ponad 15 tys. widzów. Sztuki zamkowe odbywały się aż do 1941r. Jeszcze latem drugiego roku wojny przedstawienia oglądało przeciętnie 473 widzów. W latach 1938 i 1939 odbywały się na zamku festiwale muzyki ludowej (Volksmusikfeste). W pierwszym roku wojny drugiego dnia festiwalu przed południem rywalizowały chóry amatorskie. Po południu odbyło się premierowe wykonanie Bolkenhainer Burgenmusik – „Bolkowskiej muzyki zamkowej” pod kierownictwem samego kompozytora, prof. Bialasa z Wrocławia. Jeszcze na przełomie lat 1939/40 organizowano w mieście liczne imprezy muzyczne, teatralne i kabaretowe.
Zamiłowanie ówczesnych bolkowian do muzyki i teatru znajdowało również swój wyraz w ilości rozmaitych Vereine – stowarzyszeń, w których zrzeszonych było ponad 700 mieszkańców miasta. W okresie międzywojennym działały w Bolkowie m.in.: Männer Gesangverein „Bolko”; Gesangverein Harmonie; Verein der Gesangfreunde; Neumann’scher Frauenchor; Frömel’scher Orchesterverein; oraz najliczniejsze i najprężniej działające Verein der Musikfreunde Hansa Krappego. Dla wszystkich, którzy chcieli spróbować swoich sił na scenie teatralnej, okazję stwarzało amatorskie Bolkenhainer Theaterverein „Thalia”. Liczba członków tego stowarzyszenia nawet w najtrudniejszym gospodarczo okresie nie spadała poniżej 150. Popularnością cieszyły się w Bolkowie Kirchenkonzerte. Duże znaczenie w uprawianiu tego rodzaju muzyki mieli kantorzy: Krause, Koch i Hübner, którzy byli mocno zaangażowani w działalność kościelnych chórów obu wyznań. Siłę głosu kościelnych chórów wzmacniali quasi profesjonalni śpiewacy ze wsparciem instrumentów smyczkowych i trąbek w kościele katolickim oraz kwartetu puzonów w kościele ewangelickim. Musica sacra w kościele ewangelickim była wykonywana przy współudziale wokalistów i instrumentalistów. W ekumenicznym duchu współdziałali duchowni obu Kościołów, aby umożliwić wspólne wykonywanie dzieł oratoryjnych.
Muzykowanie w gronie rodziny i przyjaciół (Hausmusizieren) cieszyło się w Bolkowie szczególnym upodobaniem. Choć informacje prasowe nie relacjonują o takiej formie towarzyskości, Krappe wspomina, że prawie w każdej bolkowskiej rodzinie znajdował się jakiś instrument, który można było pobudzić do brzmienia. Przynajmniej w co dziesiątej było do dyspozycji pianino, a w wielu przypadkach nawet fortepian koncertowy. Domowe muzykowanie uprawiano solo, w duecie, tercecie, kwartecie, a nawet kwintecie z akompaniamentem fortepianu lub instrumentów strunowych. Do rodzin uprawiających tę formę muzykowania zaliczali się przede wszystkim Neumannowie, Geislerowie i Bretschneiderowie. W kameralnym gronie z udziałem Klary Neumann, radcy sądowego Welzela, kantora Conrada i Hansa Krappego równie chętnie muzykowano w domu pastora Wilhelma Langera. Największą domową orkiestrę stanowili Reinholdowie. W tej rodzinie ojciec przekazał umiejętność gry na trąbce swoim synom: Fritzowi, Hermannowi, Brunowi, Richardowi i Ludwigowi oraz córkom, Annie i Ernie. To głównie z Reinholdów rekrutowała się powstała około 1930r. orkiestra Frömela.
Dla szerszego grona odbiorców organizowano Kammermusikabende. Autorami takiej formy prezentacji utworów muzycznych byli głównie Werner Reichel i wspomniany już Hans Krappe. Ten bolkowski duet dobrał sobie do współpracy wiolonczelistę, Hermanna Schneidera ze Strzegomia. Już jako trio wypracowali sobie bogaty repertuar głównie z utworami największych mistrzów: Bacha, Händla, Haydna, Mozarta, Beethovena, Schuberta, Schumanna i Webera. Miejscem, gdzie takie wieczory były organizowane, była najpierw sala hotelu „Zum Schwarzen Adler” a później także aula Szkoły Średniej im. Bolka (Mittelschule „Bolko”). To przede wszystkim dzięki staraniom Wernera Reichela wieczory te cieszyły się stale wzrastającym kręgiem słuchaczy i chyba także w dużym stopniu z powodu tego, że trio dysponowało otrzymanym od światowej sławy Firmy Förster z Löbau w Saksonii fortepianem koncertowym, którego dźwięki szczególnie oddziaływały na słuchaczy. Kammermusikabende nadawano wyjątkową oprawę. W późniejszym okresie trio rozrosło się o ucznia Hermanna Schneidera, wiolonczelistę Ericha Wagenknechta, a potem także syna kierownika orkiestry z Jawora, wiolonczelistę Bormanna. Do udziału w wieczorach muzyki kameralnej często byli zapraszani: mecosopranistka, Lotte Deutschmann z Wrocławia, śpiewająca altem Lotte Veit z Berlina i Willy Schmidt z Reichwaldau. Zanim jednak Werner Reichel zamieszkał w Bolkowie, w koncertach muzyki kameralnej towarzyszyli Krappemu: Otto Maria Erber i Herbert Spittler.
Okazję dla popisów solistów i solistek – śpiewaków stwarzały Lieder – und Balladenabende – wieczory pieśni i ballad. Bolkowskim solistą, którego dzięki koncertom radiowym mogli podziwiać melomani na Dolnym Śląsku, a który poprzez swoje występy w mieście wypełniał przerwy między imprezami bolkowskich towarzystw muzycznych, był Alfred Rudolph. Od lat trudził się, interpretując bolkowskiej publice nowoczesną wtedy pieśń artystyczną Straußa, Wolfa, Hochberga, Weingärtnera etc. Jego solowe popisy podczas Lieder – und Balladenabende przyciągały zawsze rzesze jego zwolenników. Tak było także 6 marca 1924r., gdy w swoim recitalu w Deutsches Haus wykonywał utwory Schumanna, Brahmsa, Schuberta i Löbego. Na fortepianie akompaniował mu kantor Krause. 3 kwietnia 1924r. Rudolph zaoferował bolkowskiemu audytorium bukiet ballad Hansa Hielschera. Ozdobą tej imprezy była towarzysząca mu piosenkarka, Ella Lenz – Pfeifer, którą, choć w Bolkowie była po raz pierwszy, znali już miłośnicy śpiewu w Berlinie, Wrocławiu, Legnicy i Zgorzelcu. Natomiast 2 marca 1926r. występowała w Bolkowie także po raz pierwszy inna, znana już w większych miastach młoda śpiewaczka, Margarete Hoppe. Jej wokalnym popisom towarzyszył na instrumentach Werner Reichel. Na pierwszy dzień 1930r. Rudolph zaprosił do Bolkowa na wspólny występ po mistrzowsku śpiewającego w śląskim dialekcie Ernsta Schenkego z Wrocławia. Ofertę muzyczną gościnnie występujących tutaj artystów, urozmaiciła swoim występem wiosną 1925r., co się wówczas rzadko zdarzało w małym mieście, tancerka Ursel – Renate Hirt z Wrocławia, której ze swoim barytonem towarzyszył jeszcze w Bolkowie nieznany Herbert Bilke.
Równie wspaniałego wzbogacenia doznało życie muzyczne miasta ze strony orkiestr wojskowych, które kilka razy w roku oferowały bolkowskim melomanom zróżnicowany program. Na deskach hotelu Deutsches Haus marsze wojskowe wykonywały orkiestry ze Świdnicy i Jeleniej Góry. Korpus muzyczny równie chętnie uczestniczył w otwartych koncertach na bolkowskim Rynku. Na „podwójny koncert” w 1929r. przyjechali do miasta członkowie kapeli wojskowej z Legnicy pod kierownictwem muzykmistrza Winklera. „Podwójny” charakter koncertu wynikał z faktu, że odbywał się on w połączeniu z Städtische Orchester z Jawora, która wielokrotnie bywała gościem bolkowskiej publiczności.
W okresie międzywojennym Bolków nie tylko głośno rozbrzmiewał muzyką, którą wykonywały nowo powstałe stowarzyszenia muzyczne. Swoją działalność rozpoczynały lub reaktywowały także wówczas kluby i związki sportowe oraz organizacje społeczne w mieście. Nastąpiło żywe zainteresowanie narciarstwem i sportem motorowym. Długą listę stowarzyszeń społecznych otwierało Bürgerverein, które powołano do życia z zadaniem niesienia pomocy ubogim bolkowskim rodzinom. Działalność zmierzającą do poprawy wyglądu miasta, a przede wszystkim do utrzymania jego terenów zielonych i uczestniczenia w ochronie ptaków prowadziło Bolkenhainer Verschönerungsverein.
Obok już wymienionych ożywioną działalność na terenie Bolkowa prowadziły: Mieterschutzverein, Verkehrsverein, Eisenbahnverein, Riesengebirgsverein, Verein der Gast und Schankwirte, Handwerker – Gesellenverein, Bolkenhainer Frauenverein, Vaterländische Frauenverein, Landwirtschaftlicher Hausfrauenverein. Równie ważną funkcję w życiu przedwojennych bolkowian spełniał sport, który w pewnym stopniu równoważył troski materialne i duchowe dnia powszedniego. Lista stowarzyszeń sportowych w Bolkowie w latach 1924 – 33, funkcjonujących stale lub okresowo, zawiera całkiem niemałą ich liczbę, zważywszy na fakt, że ilość mieszkańców miasta w 1934r. nie przekraczała 4,5 tys. Można stąd wnioskować, że prawie każdy dorosły mieszkaniec musiał być jednocześnie członkiem kilku towarzystw sportowych lub innych stowarzyszeń o charakterze kulturalnym. W bolkowskiej prasie zostały wielokrotnie odnotowane przykłady udanych imprez świątecznych i towarzyskich w mieście z udziałem przedstawicieli różnych dziedzin sportu. Jeśli wychodzi się od liczby członków i ilości oddziałów, na czele wymienić należy stowarzyszenia gimnastyczne: robotnicze – Wolni Gimnastycy (Freie Turnerschaft) i mieszczańskie – Męskie Towarzystwo Gimnastyczne (Männer Turnverein). Mniej liczne, często działające tylko dwa lub trzy sezony, były kluby piłki nożnej, które, podobnie jak stowarzyszenia gimnastyczne, rekrutowały się z robotniczych i mieszczańskich środowisk. Miłośnicy piłki nożnej ze środowisk robotniczych, pracujący głównie w Mechanicznej Przędzalni Kramsta, skupiali się w Robotniczym Związku Gimnastyczno – Sportowym (Arbeiter – Turn – und Sportbund). Natomiast mieszczanie zasilali szeregi najpierw Sportclub „Bolko”, potem Bolkowskiego Towarzystwa Piłki Nożnej „Zielono – Biali” (Bolkenhainer Fußballverein „Grlono – Bial, a od 1930r. Towarzystwa Piłki Nożnej Czerwono – Biali (Fußballverein „Rot – Weiß”). Dla miłośników gry w kręgle stały do dyspozycji dwie kręgielnie. Znaleźli się także w Bolkowie, już krótko po upowszechnieniu się samochodów, ludzie rozentuzjazmowani w sporcie motorowym, którzy zrzeszyli się w 1925r. w Lokalnej Grupie Niemieckiego Towarzystwa Sportów Motorowych (Ortsverein des deutschen Motorsportverein). Ten przyjął w 1928r. nazwę Związek Lokalny Bolków (Allgemeine Deutsche Automobilclub). Miłośnicy jazdy na rowerze byli zrzeszeni w dwóch istniejących w mieście związkach kolarskich. Związek Kolarski „Wanderlust” (Radfahrer Verein „Wanderlust”) i Robotniczy Związek Kolarski „Solidarität” – Bolków (Arbeiter Radfahrer Verein „Solidarität” – Bolkenhain). Schützenbruderschaft – Bractwo Kurkowe umożliwiało uprawianie na swoich strzelnicach sportów strzeleckich. Corocznie odbywały się w Bolkowie kilkudniowe zawody strzeleckie, którym towarzyszył świąteczny pochód wszystkich zaproszonych bractw przez Rynek miasta. W czerwcu 1928r. powstał w Bolkowie dla tamtych czasów absolutnie ekskluzywny Tennisclub, który miał swoje korty na placu za hotelem Deutsches Haus. 5 stycznia 1924r. powołano do życia Towarzystwo Narciarskie (Skiverein).
Przedwojenny Bolków był siedzibą ewangelickiego powiatu kościelnego i katolickiego archiprezbiteriatu. Na podstawie wyników spisu ludności z 1905r. wiadomo, że w mieście żyło 2 787 ewangelików, 1 148 katolików, 11 Żydów i 13 innowierców. Natomiast w 1930r., w całym powiecie bolkowskim zamieszkiwało 17 968 (83,55 %) ewangelików, a jeden duchowny przypadał na 1996 dusz. W tym samym roku oprócz ewangelików i katolików w Bolkowie żyło 12 darbistów, 35 baptystów, kilku adwentystów i 11 ateistów.
Działalność opiekuńczą sióstr elżbietanek wspierały religijno – społeczne organizacje gminy katolickiej, głównie Katolicki Związek Caritasu (Kath. Caritasverband), Katolicki Związek Kobiecy (Kath. Frauenbund), Katolickie Stowarzyszenie Dziewcząt (Kath. Jungfrauenverein) i Męskie Towarzystwo Katolickie (Kath. Männer – Verein).
Obok działalności ewangelickiej Verein für Innere Mission rozwijała się również w gminie działalność innych stowarzyszeń wyznaniowych. Ich najważniejszym celem było wspieranie życia gminnego i przyciąganie do czynnej współpracy w gminie jej członków. Ewangelickie Stowarzyszenie Robotników (Evangelische Arbeiterverein) zapoczątkowało szereg następnych korporacji wyznaniowych. Jednak dopiero na okres po wojnie 1914/18 przypadał energiczny ich rozwój. Ze swoim obszarem zadań do dużego znaczenia doszło Ewangelicka Pomoc Kobieca (Evangelische Frauenhilfe), której nie można traktować jako towarzystwa w powszechnie przyjętym wówczas znaczeniu tego słowa. Frauenhilfe było aktywnym organizmem w ramach kościoła i pojedynczych gmin ewangelickich. 22 lutego 1925r. połączone korporacje kościoła ewangelickiego założyły w Bolkowie Ewangelicki Związek Ludowy (Evangelicher Volksbund), którego podstawową ideą miało być budowanie wzajemnej pomocy. Chodziło tu głównie o zabezpieczenie pomocy finansowej na wypadek śmierci członka gminy wyznaniowej Obok Frauenhilfe ważne miejsce w szeregu wyznaniowych korporacji kościoła ewangelickiego zajmowało Ewangelickie Stowarzyszenie Mężczyzn i Młodzieży Męskiej (Ev. Männer – und Jünglingsverein), które w 1925r. mogło obchodzić swoją 35. rocznicę powstania .
Historia lokalna zaspokaja naturalne pragnienie ludzkie, aby znać nie tylko teraźniejszość, ale i przeszłość terenu czy miejscowości, w której się żyje i pracuje. Choć jestem kolejnym pokoleniem urodzonym na ziemiach, o których jeszcze niedawno mówiono „polskie Ziemie Odzyskane”, więź z tą ziemią – dziś moją rodzinną – wymaga umacniania i pogłębiania, jeśli ma być pojęta konkretnie, a nie sloganowo. W badaniach nad historią regionalną chodzi także o coś innego. Aby mogły być one miarodajne, trzeba zgromadzić wiele źródeł, często dotąd nieznanych, zebrać możliwie najwięcej faktów dotyczących określonego okresu i obszarów działalności wcześniejszych mieszkańców miasta. Są to nieraz fakty drobne i pozornie bez znaczenia. Jednak ich wykorzystanie pozwala unikać subiektywnych ocen graniczących z hipotezami. Pod tym względem rzetelne badania z historii lokalnej, systematyczne i z jasno wytyczonym celem, mogą przyczynić się do pogłębienia wiedzy o naszym mieście i przez to wzmocnić z nim więzi.
Między przedstawionymi przeze mnie działami życia kulturalnego i społecznego zachodzą, często niezauważalne, powiązania zwrotne, ale właśnie przez to tworzą treść życia kulturalnego środowiska – tworzą swoistą, bolkowską przedwojenną kulturę regionalną. Nie waham się konstatować, że bolkowska społeczność okresu międzywojennego to grupa dobrze zorganizowana i nadzwyczaj aktywna we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Do momentu, gdy obecny tutaj Pan Hans Jochen Meier poinformował mnie, że wystawa, która za chwilę zostanie otwarta, zaprezentuje nam dotąd nieznane obrazy Bolkowa, ubolewałem, że mimo czynionych starań nie dotarłem do zgromadzonych w Bolkenhainer Heimatstube w Borken w Westfalii pamiątek i dokumentów, z których szczególnie moje zainteresowanie wzbudzały albumy ze zdjęciami zamków, budynków, ulic, imprez kulturalnych i znanych wówczas bolkowskich osobistości. Dziś spełniają się w pewnym sensie moje pragnienia, bowiem obrazy te dotarły do Bolkowa.
Pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że przygotowana wystawa, będzie wyjątkowym źródłem wiedzy i stanie się czynnikiem integrującym tutejsze społeczeństwo z przeszłością miasta. Prezentowane fotografie pozwolą bliżej zapoznać się z lokalną kulturą i tradycjami okresu międzywojennego. Dla lokalnych badaczy i ciągle zwiększającego się grona miłośników historii miasta wystawa powinna stać się przyczynkiem do przygotowania w najbliższym czasie monografii Bolkowa. Na zakończenie chciałbym życzyć Państwu miłego odbioru i wielu konkretnych refleksji, które na długo utrwalą w waszej pamięci często nieistniejące już obrazy miasta.
Dziękuję.
Odczyt z okazji otwarcia wystawy w Muzeum Zamku Bolków
Dni Bolkowa i Borken 2000
Roman Sadowski
Tags:
Bolkenhain,
Bolków,
duch,
historia,
kultura,
legenda,
Miasto,
obszar,
zamek bolków
Posted by M.Petkowicz on listopada 18, 2007
“…Najniższą kondygnację wieży przeznaczono na więzienie, do którego prowadziło tylko jedno wejście - w stropie lochu, od którego do dna było około 10 metrów. Skazańców wrzucano po prostu przez otwór i pozostawiano własnemu losowi. Niektórzy umierali już po tygodniu, inni, którzy zlizywali wodę ze ścian lochu utrzymywali się przy życiu znacznie dłużej. Pewnego dnia, jeden z burgrabiów zamku skazał na śmierć głodową własną córkę, która odmówiła wyjścia za maż za niemieckiego rycerza. Wtedy przyziemie zamku nazwano studnią, bowiem nikt nie mógł się stamtąd wydostać. Z czasem o studni zaczęto opowiadać różne niestworzone historie, mówiono, że w środku straszy i że został tam ukryty wielki skarb. Kiedy na górze stała tylko wieża, poniżej, w drewnianym dworze mieszkał rycerz Radzibór. W ty czasie Bolków strzegł bursztynowego szlaku, który biegł znad Bałtyku do Rzymu. Przez Śląsk ciągnęły więc bogate karawany. Radzibór często je obserwował, a w jego głowie rodził się plan. Pewnego dnia w mieście zawitała kolejna karawana. Radzibór postanowił zaprosić kupców na kolację, a ich służbie i straży podać mięso padniętego jelenia. Nie minęło kilka godzin, jak kilkudziesięciu mężczyzn umarło w bólach. Kupców natomiast Radzibór kazał wrzucić do studni. W swym więzieniu mieli kopać schowki i wkładać do nich przywiezione ze sobą złoto i kosztowności. Nie wiadomo ile trwały męczarnie uwięzionych. Po kilkunastu dniach okrutny rycerz kazał usunąć zwłoki i odkopać skarby. Niestety na dnie studni nie było nic. Zupełnie jakby złoto zapadło się pod ziemię. Rycerz nie dał jednak za wygraną. Do Bolkowa kazał sprowadzić maga z Frankonii. Przyjechał więc potężny czarodziej w wielkim, czarnym płaszczu, ukłonił się niedbale i oświadczył: - Pomogę ci panie, ale pod jednym warunkiem. W nagrodę oddasz mi połowę złota. Radzibór był wściekły. Zgodził się jednak i wraz z przybyszem kazał się spuścić na linie do wnętrza studni głodowej. Tu rozpoczęły się czary. Nikt nie wiedział co działo się na dnie lochu, nie dochodziły stamtąd żadne dźwięki. W końcu, po kilku godzinach służący zdecydował się zajrzeć do środka… Na dnie leżał nieprzytomny Radzibór, a po złocie i czarodzieju słuch zaginął. Musieli ulotnić się sobie tylko znanym sposobem. Bolkowski rycerz doznał natomiast pomieszania zmysłów i w krótkim czasie zmarł.”
“Tajemnice zamki podziemia“
Joanna Lamparska
Tags:
Bolków,
historia,
Mysłów,
Rycerz,
truciciel,
trutka
Posted by M.Petkowicz on listopada 18, 2007
Pod naciskiem mieszczaństwa i członków Bractwa Kurkowego zostały zebrane najstarsze doniesienia i informacje kronikarskie z najnowszych czasów i niniejszym prezentujemy państwu historię Bractwa Kurkowego.
Niemcy, którzy osiedlali się w śląskich miastach, przynieśli ze sobą ze swoich krajów pochodzenia przyzwyczajenie do ćwiczeń z bronią. W tych wówczas bezprawnych czasach, gdzie człowiek miał tylko tyle własności, ile zdołał sam bądź ze swoimi towarzyszami z bronią w ręku obronić, zjednoczyli się mieszczanie za wałami i murami. Ćwiczenia w posługiwaniu się bronią do obrony przedmurzy były skutkiem tego zjednoczenia.
Najstarszą bronią wolnych strzelców był łuk ze strzałami; około 1400 r. został wyparty przez kuszę ze stalowym łukiem (?) i strzałami (bełtami), które napinane były przez podnośnik. Później kusza stała się krótsza, poręczna i zaopatrzona w zatrzask. W XV w. strzelała już „rura ogniowa”, w 1446 r. strzelano podczas wielkiego strzelania w Augsburgu z „ogniowych rur” i (dubeltowych) podwójnych hakownic. Ta pierwsza broń strzelecka, armaty (wałowe, wolcowe) i dubeltowe hakownice można zobaczyć w naszym muzeum regionalnym, eksponuje się tam także obraz drogi rozwoju broni ogniowej. Rury były wykuwane, a otwór wiercony. Bardziej zróżnicowany niż broń był cel. Najstarszy był ptak na tyczce. Tutaj dawały strącone drzazgi (wióry) wyniki strzelania. Potem używano małej okrągłej tarczy, czterokątnej tarczy, a później ściana strzelecka, teraz nazywana także tarczą.
Na Śląsku wymienia się w 1292 r. jako założyciela i mecenasa „mieszczańskiego towarzystwa strzeleckiego” księcia świdnicko – jaworskiego, Bolka I, który uważany jest także za budowniczego tutejszego zamku. On zarządził strzelanie do ptaków na tyczkach z łuków i kusz wśród mieszczan, aby solidnie przygotowali się do obrony nowo wzniesionych murów. Powszechna umiejętność w posługiwaniu się bronią wyszła naprzeciw zarządzeniu i ćwiczenia do honorowych (zaszczytnych) zabaw najzdolniejszych mężczyzn. Prywata i wewnętrzne niepokoje legły u podstaw jej powstania; zagrożenie przez Polaków, husytów i Turków dały jej moc prawną.(?) Kto o prawo obywatelskie miasta poprosił, musiał się zobowiązać do trzymania w gotowości do jego obrony broni.
Ta jak cechom jako zbrojnym oddziałom powierzano do obrony określoną bramę lub odcinek muru, tak pojawiali się mieszczanie według cechów uporządkowani na zawodach strzeleckich. Gdy upowszechniło się wykorzystanie prochu, pojawiło się strzelanie do tarczy z broni palnej. Cesarz Rudolf II wydał w odpowiedzi na petycje o łaskawe pieniądze na święta strzeleckie śląskich miast zarządzenie, datowane w Pradze na 13 kwietnia 1605 r., w którym zostały przyznane: Bractwu Kurkowemu we Wrocławiu – 60-70 talarów, w Świdnicy – 20 do 25 talarów, w Jaworze i Bolkowie – 10 do 15 talarów z tą klauzulą, że: „wszystkie Bractwa Kurkowe, które posługują się kuszą, a nie strzelbą, nie mogą skorzystać z łaskawego prezentu cesarza, który uważa strzelanie z kuszy za nieużyteczne i tylko jako takie do rozrywki”.
Wprowadzenie stałej armii uczyniło później ten obyczaj wprawdzie zbędny, a królewskie strzelania zachowano tylko jeszcze jako narodową rozrywkę. Gdy Śląsk w 1740 r. przeszedł pod pruskie berło, przekazywano każdorazowemu mieszczańskiemu królowi strzeleckiemu „serwis wolności”, który tutaj w roku 1786 został ustalony na 3 talerze nagrody. W roku 1813 miały być utworzone bataliony mieszczan i zobowiązano każdego mieszczanina do składania przysięgi obywatelskiej w mundurze mieszczańskiego batalionu, Bractwa Kurkowe zostały oprócz tego zachowane jako należące do miejskich instytucji. Rok 1848 przyniósł krajowi dekret o utworzeniu straży mieszczańskiej, to prawo zostało jednak po krótkim czasie znowu uchylone. Co tyczy się królewskiego strzelania w naszym mieście, to miało być przed wojną trzydziestoletnią ostatnie strzelanie w 1617 r. odbyte, potem to mieszczańskie strzelanie było na długi czas przerwane.
W roku 1646, gdy Bolków był oblegany przez Szwedów, obronili miasto i zamek mieszczańscy strzelcy ze swoimi przyciągniętymi ptasimi armatami (także strzelby) zastępując miejsce ostrego strzelania i z garnizonem, 40 artylerzystów i 72 dragonów. Z 65 mieszczańskich strzelców poległo 42 mężczyzn. Po zakończeniu wojny trzydziestoletniej mieszczanie w roku 1651 te zazwyczaj w zielone świątki odbywające się mieszczańskie strzelanie zostało wznowione, podczas gdy Bractwo Kurkowe przedtem otrzymało od magistratu nowy porządek kurkowy, datowany na 20 maja 1651 r., który składał się z 33 artykułów. Miasto zostało przez wojnę trzydziestoletnią zrujnowane do tego stopnia, że z istniejących w 1617 r. 222 domów w 1669 było tylko jeszcze 71, pozostałe były całkowicie zdewastowane. Było tylko jeszcze 327 mieszkańców. W 1717 r. została urządzona przez Bractwo Kurkowe strzelnica z następującym zezwoleniem rady:
„Te przez króla strzeleckiego magistratowi wraz z osobami z rodziny i całemu bractwu do dawanego dłużnego ciastka i królewskiego jedzenia razem rocznie 40 talarów śląskich będą tak długo opłacane, aż koszty budowy całkowicie zostaną pokryte. Także magistrat rozważywszy, że strzelnica pozostaje wspólnemu miastu tylko, służbą sprzężajną i pieszą polecił przez miasto wykonać, także bractwu przez 2 lata jedno piwo do ważenia udzielić”.
Strzelnica miała zawierać 3 barbakany (?), jeden dla magistratu, jeden dla oficerów i jeden na winiarnię. Pod tym 24 lipca 1789 zostały złagodzone przez radę, ławników i reprezentantów gminy w obecności miejskich oficerów różne sprawy sporne, które pomiędzy komuną i Bractwem Kurkowym o to od dawien dawna kombinowane tak zwane strzelanie mężczyzn i strzelanie królewskie wybuchało, i jakiś regulamin (przepis wykonawczy) był odrzucany, po czym mieszczanie i strzelcy tworzyli wyjątkową kompanię.
W roku 1801 r. wnioskowali deputowani mieszczanie, ażeby strzelanie było utrzymane, ta znajdującą się w złym stanie strzelnicę – która była budowlą drewnianą – odbudować. Gdy w owym czasie Bractwo było w sile 6 – 8 mężczyzn, zadeklarował (wyjaśnił) jego przewodniczący o nazwisku Feist 3 lipca 1801 r., że odstępuje strzelnicę mieszczaństwu. Ale 10 lipca 1801 r. zgłosił się kupiec Steige jako nowy przewodniczący strzelców w magistracie z roszczeniem do strzelnicy jako własności Bractwa Kurkowego i obiecał ją zbudować, potem ta sprawa została polubownie zakończona, bowiem mieszczanie zrzekli się wszelkich pretensji do strzelnicy.
W roku 1802 znowu powstały spory pomiędzy mieszczanami i strzelcami, wobec czego uchwalono, że męskie i mieszczańskie strzelanie i zawody strzelców ma być w przyszłości każdorazowo odbywane oddzielne. 17 maja 1803 został uchwalony nowy regulamin. Bractwo kurkowe rozpoczęło w 1823 r. budowę nowej strzelnicy, ale budowo nie została doprowadzona do końca. Nie udzielono zezwolenia na wyszynk. Kupiec Steige zażądał od miasta zwrotu poniesionych kosztów w wysokości 992 talarów za materiał. Gmina miejska nie przystała na to. W międzyczasie zmarł przewodniczący Steige i miasto ze spadkobiercami Steigego zawarło układ i zapłaciło 400 talarów. Strzelnica została ukończona w 1824 r. i w kolejnym roku poświęcona. Został wydany inny regulamin i na jego podstawie zostali powołani najmłodsi mieszkańcy do wymarszu i wmaszerowania. Ta instytucja istniała do 1853. Potem zostało określone, że udział każdego mieszczanina pozostawia się jego wolnej decyzji. Wokół mieszczańskiego strzelania zasłużył się prałat Fritsch z Krzeszowa, który podarował 3 maja 1730 r. srebrny puchar (kielich). Senator Schmid ufundował w 1828 r. malowane szkło (szklanki), kapitan Wilhelm Wuthe podarował w 1856 r. 50 talarów w gotówce. Z 4 mieszczańskich chorągwi niech będzie tutaj najstarsza wspomniana, która została ufundowana w 1662 r. Znajduje się ona w Muzeum Regionalnym. W 1862 r. została zorganizowana podczas królewskiego strzelania specjalna jubileuszowa uroczystość, podczas której burmistrz Schöps wygłosił mowę i ta wówczas już przez ząb czasu nadgryziona chorągiew została ozdobiona wstęgą sztandarową. W 1912 r. znowu uroczyście obchodzono 250 rocznicę sztandaru, któremu dodano drugą wstęgę. W 1846 r. na placu strzeleckim wybudowano mur strzelecki i nową wiatę celowniczą.
Burmistrz Schnieber podarował w 1786 r. dla das Pacem duży (2 łuty), i mały (5/8 łuta), srebrny hołdownicze medale i ten sam dal je także do pozłocenia Medale dla (za) das Pacem były wcześniej mocowane tylko na jedwabnych wstęgach. Kapitan Wuthe podarował w 1850 r. srebrny łańcuch, a dr Kiersch jako wicekról szklany puchar. Łańcuch wicekróla został ufundowany przez to, że 27 tutejszych mieszczan ufundowało po jednej pamiątkowej monecie. Mieszczańskimi królami strzelania w poprzednim stuleciu byli w 1818 r. kowal Vogel, 1822 stolarz Erler, 1823 kupiec Jentsch, 1824 1(Pffeferküchler) Habel, 1925 ślusarz Schönfeld, 1826 sukiennik Burkhardt, 1827 stolarz Kiesling, 1828 sukiennik Graβe, 1830 (Pffeferküchler) Habel, 1833 kominiarz Concha, 1834 kupiec Schmidt, 1836 sukiennik Zehge, 1839 siodlarz Zimmermann, 1844 kapitan Wuthe, 1852 kupiec Güttich, 1853 blacharz Ernst Fröhlich, 1854 stolarz Schmager, 1856 blacharz Wilhelm Fröhlich, 1862 powroźnik Meyer, 1863 cukiernik Lehmberg, 1873 Ackerbürger Scharf, 1874 zegarmistrz Bormann, 1875 bednarz Hruby, 1876 krawiec Born.
Od założenia teraz istniejącego Bractwa Kurkowego aż do najnowszych czasów. Zainteresowanie tą długowieczną instytucją Bractwa Kurkowego znowu się ożywiło. 7 marca 1884 spotkała się duża liczba mieszczan i założyła bądź odnowiła Bractwo. Zostało ono umocowane statutem z 2 kwietnia. pierwotne określenie mieszczańskiego strzelania, tak pozostało ono jednak ciągle dużego znaczenia, mając starą elitę w mieszczństwie, która postawiła sobie za cel ćwiczenia w broni strzelniczej, budzenie odważnej (męskiej) postawy, pielęgnowanie koleżeńskiej zgody, ale prezentowanie się także w usłużnej (przyjemnej) formie umundurowani jako zdolni do obrony członkowie Bractwa Kurkowego miasta. Z pośród założycieli bractwa niech będą wzmiankowani: Wilhelm Plätschke, Oskar Noske, Louis Leichardt, Josef Schöpe, Max Seidel, Hugo Weise i Rother. Ze współzałożycieli żyją jeszcze Barbier Nentwig, fotograf Christian Riediger, kupiec Julius Hamann i wcześniejszy oberżysta Oskar Rolke. Zdjęcie członków – założycieli znajduje się jeszcze w rękach bractwa. W 1885 r. został założony Związek Strzelecki „Bolko”. Pierwsze strzelanie w związku odbyło się w Bolkowie w 1889 r. W kolejnych latach odbywały się znowu królewskie strzelania. Szczególne zainteresowanie okazywali następujący bracia kurkowi: 1885 właściciel karczmy „Brückenkretscham” Rolke srebrną gwiazdę królewską, 1887 zdun Rother łańcuch marszałkowski, 1889 rentier Bruno Rudolf królewski album, 1886 strzelcy – kobiety znaczną składkę na sztandar. Strzelcy Mertsch i Max Seidel ufundowali dwa medale przechodnie. Gorliwy mecenas sprawy strzeleckiej, właściciel poczty Plätschke, umierając zbyt wcześnie, opuścił szeregi Bractwa Kurkowego w 1891 r.
Budowa połączenia kolejowego Bolków – Marciszów przesądziła o dalszym istnieniu strzelnicy, gdyż tory przecinały parcelę, na której była ona ulokowana. W celu wybudowania nowej strzelnicy SG zakupiło za 1 500 mk część parceli Vogela, a pracę nad budową powierzono cieśli Riedlemu za całkiem pokaźnym wynagrodzeniem 1800 mk. Za wykonaniem nowej strzelnicy szczególnie starał się właściciel ogrodnictwa Katzke. On spowodował, że gmina miejska ufundowała okna do hali strzeleckiej, posadziła bezpłatnie drzewa wokół stanowisk strzeleckich a także rząd jesionów przy drodze prowadzącej do strzelnicy. Inni bracia kurkowi służyli siłą roboczą i wnosili datki pieniężne na budowę. 19 sierpnia 1900 r. poświęcono przy udziale Związku „Bolko” stanowiska strzeleckie. Wszyscy, którzy to piękne miejsce przed starą strzelnicą z dużymi rzucającymi cień lipami znali, jeszcze dziś żałują, że to piękne miejsce musiało zniknąć. Zdjęcie strzelnicy znajduje się w Muzeum Regionalnym.
Od 13 do 15 czerwca 1909 r. obchodziło bractwo swoje 25 lecie istnienia, połączone z historycznym pochodem, ludowym festynem i festynem dla dzieci. Ze strony mieszczaństwa zostały ufundowane różne podarunki w dużej liczbie i nagrody honorowe. Miejsce uroczystości znajdowało się w ogrodzie Brückenkretscham i na terenie z tyłu za nim. Od roku powstania bolkowskiego SG do 1925 r. Königswürde dostępowali: zdun Rother – 1884 (wicekról – białoskórnik Raupach ), właściciel zajazdu Rolke – 1885(wicekról – zdun Rother), kupiec winny Zölffel – 1886(wicekról – właściciel poczty Plätschke), miejski piwowar Ludwig – 1887(wicekról – zdun Rother), tokarz Linhardt – 1888(wicekról – piekarz Feige), kupiec Berkowitz – 1889(wicekról – właściciel zajazdu Rolke), zdun Rother – 1890(wicekról – kupiec J. Hamann), maszynista Hoffmeister – 1891(wicekról – rzeźnik Holzbecher), artysta ogrodnik Katzke – 1892(wicekról – handlarz zbożem Chr. Riediger), fotograf Riediger – 1893, kapelusznik Bauer – 1894(wicekról – właściciel drukarni Keuchel), piekarz Vogt – 1895(wicekról – Josef Czerwonka), maszynista Hoffmeister – 1896, kapelusznik Bauer – 1902(wicekról – prezes banku Stephan), konstruktor maszyn Rudoph – 1903(wicekról – cieśla Riedel), ślusarz Leuchtmann – 1905(wicekról –Bruno Raupach), piekarz Brendel – 1907(wicekról – artysta ogrodnik Katzke), sekretarz pocztowy Krappe – 1909, kupiec Ed.Stiller – 1911, fotograf Pusch – 1912, właściciel drukarni Mosig – 1913, handlarz bydłem Szczygielski – 1914, Mosig – 1920, murarz Herold – 1921, właściciel fabryki skóry Windelen – 1922, właściciel tartaku Pietrusky – 1923, właściciel hotelu Schneider – 1924, jubiler K. Groβ.
Bractwo Kurkowe (Schützengilde)
W 1924 r. bolkowskie Schützengilde obchodziło swoje 38. święto istnienia [1]. Było ono bezpośrednim kontynuatorem działającego do 1876 r. w Bolkowie Schützenbruderschaftu i funkcjonowało na trochę odmiennych podstawach. Choć ciągle duże znaczenie przywiązywano do ćwiczeń z bronią strzelecką, SG stawiało sobie także za cel budzenie odważnej postawy obywatelskiej, dbałość o jedność koleżeńską oraz utrzymywanie gotowości do obrony miasta. Spośród założycieli w 1926 r. żyli jeszcze : Barbier Nentwig, fotograf Christian Riediger, kupiec Julius Hamann i karczmarz Oskar Rolke [2].
Budowa połączenia kolejowego Bolków – Marciszów przesądziła o dalszym istnieniu strzelnicy, gdyż tory przecinały parcelę, na której była ona ulokowana. W celu wybudowania nowej strzelnicy SG zakupiło za 1 500 mk część parceli Vogela, a pracę nad budową powierzono cieśli Riedelemu za całkiem pokaźnym wynagrodzeniem 1800 mk. Strzelnica mieściła się w zamkniętej hali, wyposażonej w ufundowane przez miasto okna. Wokół niej i wzdłuż prowadzącej do niej drogi posadzono jesiony. 19 sierpnia 1900 r. nastąpiło uroczyste poświęcenie obiektu z udziałem delegacji bractw zrzeszonych w Bolkoschützenbundzie [3]. W 1926 r. strzelnicę znacznie unowocześniono poprzez zamontowanie świetlnych urządzeń sygnalizacyjnych [4]. SG odpłatnie udostępniało swoich stanowisk strzeleckich amatorom polowania [5].
Przewodniczący Bractwa, Fritz Pusch, przekazał swoją funkcję Erichowi Heroldowi, którego swoim nowym przewodniczącym wybrało zgromadzenie generalne SG w 1925 r. W tym samym roku do pełnienia pozostałych funkcji w zarządzie wybrano : Arnolda Mosiga – wiceprzewodniczącym, Paula Volkmanna – sekretarzem, kupca Joecke – wicesekretarzem, Arlta – kasjerem, kolejarza Schöbela – mistrzem strzeleckim, Psyka – nosicielem sztandaru wraz z towarzyszącymi mu Rohrem i Sittlerem [6]. W następnym roku na stanowisko przewodniczącego powrócił Pusch, a prowadzenie kroniki SG powierzono Goretzkiemu. Na mocy nowego statutu opracowanego przez Hübnera, Mosiga i Schneidera, który został przyjęty na tym samym zebraniu, na stanowiska honorowych doradców Bractwa zamianowano Schabona i Waβnera [7]. Tego ostatniego miesiąc później musiał zastąpić Ferdinand Müller [8]. W latach 1929 – 33, nieprzerwanie funkcję przewodniczącego pełnił Florentin Hübner, a na stanowisku wiceprzewodniczącego wspierał go Mosig [9]. W 1930 r. nastąpiło przesunięcie na stanowisku sekretarza. W miejsce Volkmanna wybrano Westphala, pozostawiając tego pierwszego na stanowisku zastępcy sekretarza [10]. Od 1930 r. utworzono w zarządzie funkcję opiekuna sprzętu. Do jej pełnienia powołano zegarmistrza Groβa [11]. Niemal rewelacyjne zmiany w zarządzie SG nastąpiły w 1933 r., gdyż w jego obsadzie znaleźli się ludzie, którzy powierzone im funkcje pełnili po raz pierwszy. Na czele Bractwa stanął Josef Feicke, protokolantem został Rohde, prowadzenie kasy złożono na ręce Raupacha, mistrzem strzeleckim zamianowano Schöbela, a konserwacją sprzętu zajmował się Kretschmar [12].
Każdy rok działalności SG rozpoczynał się od zebrania ogólnego wszystkich członków. Kolejne rocznice powstania obchodzono w formie „balu strzeleckiego” przy „długim stole” [13]. Sezon strzelecki rozpoczynał na początku maja tzw. „Schützenwoche” [14]. Jego zakończenie miało miejsce w październiku, z tym że do rywalizacji przystępowali także przedstawiciele drobnej wytwórczości [15]. Ćwiczenia w strzelaniu odbywały się w każdą środę oraz także raz w miesiącu w niedzielę. Największą imprezą strzelecką sezonu w mieście było Königsschieβen, które odbywało się w 2 i 3 dzień Zielonych Świątek. Pierwszy dzień zawodów rozpoczynał się pobudką pod oknami zwycięzców z poprzedniego roku. Zaraz po południu odbywała się parada Bractwa ulicami Bolkowa na plac świąteczny przy Brückenkretscham. Do udziału w paradzie zapraszano członków Magistratu oraz delegacje lokalnych towarzystw sportowych i kulturalnych [16]. Na placu świątecznym, gdzie pochód się rozwiązywał, ustawione były karuzele i huśtawki. Dla publiczności przygotowywano kramiki z ciepłymi daniami i słodyczami. W tle całej imprezy przygrywała wesoła muzyka orkiestralna. Stamtąd po pewnym czasie wszyscy udawali się na strzelnicę, gdzie odbywało się strzelanie na wszystkich stanowiskach. Najbardziej prestiżową konkurencją było strzelanie do tarczy królewskiej. Poza tym organizowano konkursy na tarczy z nagrodami i na tzw. tarczy mieszczańskiej. Wieczorem następnego dnia zawody dobiegały do końca. Ogłoszenie wyników odbywało się najczęściej w dużej sali Hotelu Deutsches Haus. Zwycięzcy na Königsscheibe, oprócz nagród, otrzymywali zaszczytne tytuły Königa, Nebenköniga i Marschalla [17]. W 1924 r. godności strzeleckie zdobywali kolejno : Schneider, Schicketanz i Psyk. Ten pierwszy otrzymał także łańcuch królewski ufundowany przez Mosiga. Nowego króla prowadzono przez miasto na czele pochodu w asyscie dwóch heroldów odzianych w staroniemieckie stroje. Wieczorem odbywał się „bal królewski”, podczas którego wręczano nagrody zwycięzcom w pozostałych konkurencjach [18]. W 1925 r. Königswürderträgerem został Groβ, Nebenkönigem został nauczyciel Krause a godność marszałka przypadła Hübnerowi [19]. W 1926 r. , podczas inauguracji sezonu strzeleckiego w Bolkowie odsłonięto tablicę pamiątkową ku czci poległych w I wojnie światowej członków SG [20]. W Königsschieβen najlepsze rezultaty uzyskali kolejno : Goretzki, Lausmann i Richard Worbs [21]. W 1929 r. najlepszy strzał na Königsscheibe oddał Horstmann, wywalczając tym samym Königswürde. Nebenkönigswürde otrzymał Herrmann, natomiast godność marszałka przypadła Letzelowi [22]. W następnym roku tytuły rozdano pomiędzy dentystę Kretschmara, Letzela i Fösta. Ten pierwszy otrzymał dodatkowo złoty zegarek [23].
SG było członkiem Bolkoschützenbundu, który został założony w 1885 r. [24]. Do tego związku należały jeszcze Bractwa Kurkowe z Jawora, Strzegomia i Dobromierza. Bolkoschützenbund był z kolei członkiem Deutscher Schützenbundu. Wewnątrz tego pierwszego odbywały się corocznie zawody strzeleckie, tzw. Bolkoschieβen [25]. W zawodach tych wyróżniali się i zdobywali najwyższe godności także bolkowianie. W 1925 r. na Bolkoscheibe wyróżnił się Schöbel [26]. W 1927 r. Bolkobundesschieβen odbywało się od 26 do 28 czerwca. Ostateczny wynik tego strzelania był bardzo udany dla bolkowskiego SG, gdyż Bundessschützenkönigem został Schneider [27]. W 1929 r. w tych samych zawodach w Jaworze podobny sukces odniósł Westphal zdobywając godność 1. Rittera [28]. 34 edycja zawodów strzeleckich o Bolkoschützenwürde odbywała się w połączeniu z Königsschieβen bolkowskiego Bractwa w Bolkowie, przy czym pierwszą godność wywalczył cukiernik Förster, drugą zaś także bolkowianin, Wilhelm Müller [29]. Członkowie bolkowskiego SG uczestniczyli również w Provinzial – Bundesschieβen. Podczas zawodów takiej rangi, które odbyły się w 1925 r. w Strzegomiu, 10.miejsce w strzelaniu do Bundes – Festscheibe „Heimat” zajął Theodor Psyk. Na tej samej tarczy 122. pozycję zajął Florentin Hübner. Na Festscheibe nagrody zdobywali również Paul Volkmann i Hermann Goretzki [30]. W 1929 r. program zawodów strzeleckich w Bolkowie został wyjątkowo wzbogacony o jeszcze jedną imprezę, w której uczestniczyły bractwa Bolkobundu. Pod okiem obserwatora ze Schlesischer Schützenbundu, Steinera z Głogowa, rywalizowano o godność drużynowego mistrza Bolkogau, którą wywalczyli strzelcy z Jawora [31].
Choć jeszcze w 1933 r. bolkowskie Bractwo zostało poserzone o Jungschützenabteilung [32], rok 1934 ze swoim ujednoliceniem położył kres jego istnieniu, ale nie przesądził o jego podstawowej działalności – strzelaniu, które w dalszym ciągu odbywało się w ramach przyjacielskiej rywalizacji z członkami zaprzyjaźnionych bractw z Jawora, Strzegomia, Świerzawy i Dobromierza [33].
[1] Fumfahr G., Halbjahrschronik, (w:)BHB, 1934, nr 25, s. 732; Bractwo Kurkowe „Bolko” powstało około 1886 r.
[2] Bolkowskie Schützengilde zostało założone, wzgl. odnowione 7 marca 1884 r. Statut uchwalono w miesiąc później, 2 kwietnia. Wśród założycieli znaleźli się m. in.: Wilhelm Plätschke, Oskar Noske, Louis Leichardt, Josef Schöpe, Max Seidel, Hugo Weise i Rother – AfBuU, 1926, nr 61, s.9.
[3] Ibidem.
[4] Prace murarskie wykonał Herold a urządzenia sygnalizacyjne wykonał Letzel – AfBuU, 1926, nr 50, s.2.
[5] AfBuU, 1929, nr 76, s. 2.
[6] AfBuU,1925, nr 14, s.2; Na tym samym zebraniu nastąpiło przyjęcie nowych członków: majora Kleinera, Helmuta Kleinera, rzeźnika Hildebranda, sekretarza sądowego Pohla i Geβlera.
[7] AfBuU, 1926, nr 30, s.2; Temu zebraniu nadano nadzwyczajny charakter. Być może ze względu na głosowanie nad nowym statutem?
[8] AfBuU, 1926, nr 50, s.2.
[9] W 1928 r. funkcję sekretarza pełnił Volkmann, kasę trzymał Goretzki i Schöbel a komisję rewizyjną tworzyli Wilhelm Müller i Horstmann. Wszyscy otrzymali ponownie mandat do sprawowania tych funkcji w 1929 r. – AfBuU, 1929, nr 47, s.2.
[10] W 1930 r. kasę trzymali Wilhelm Müller i Goretzki. Mistrzami strzeleckimi byli Schöbel i Raupach. Poczet sztandarowy składał się z Psyka, Herolda i karczmarza Wiedemanna – AfBuU, 1930, nr 52, s.2.
[11] Ibidem.
[12] AfBuU, 1933, nr 51, s.3; Wcześniejszego przewodniczącego,Puscha, zamianowano honorowym przewodniczącym SG. Do niego należało ogłaszanie wyborów nowego zarządu.
[13] W 1930 r., ze względu na zły stan rachunków Bractwa, zrezygnowano z poczęstunku. Ograniczono się tylko do balu – AfBuU, 1930, nr 15, s.2.
[14] W 1930 r. inauguracja sezonu strzeleckiego nastąpiła 12 maja. W uroczystości uczestniczyło także kilku strzelców ze Strzegomia. Nagrody wywalczyli: Psyk, Groβ, Hübner, Westphal, Raupach – AfBuU, 1930, nr 57, s.2.
[15] W 1929 r. strzelanie zakończyło się w dniach 13 i 16 października. Specjalnie na tę okazję wybite „Zeppelinmedaillen” zdobyli: brązowy na własność – Föst, srebrny przechodni – Schöbel. Po zawodach przewodniczący Hübner przekazał Puschowi i Scholzowi Szpilki Jubileuszowe od Deutscher Schützenbundu, z okazji ich 25-lecia przynależności do SG. Natomiast Otto Fröhlicha ze względu na długoletnie członkostwo zwolniono ze składek AfBuU, 1929, nr 123 i 125, s.2;W 1930 r. zakończenie sezonu strzeleckiego odbyło się 8 i 12 października. Wśród nagród były dwa oznaczenia strzeleckie, dwie nagrody honorowe i dwie nagrody rzeczowe w postaci srebrnych łyżeczek. Na tarczy z nagrodami sukcesem mogli się pochwalić: 1.Wiedemann, 2.Westphal, 3.Horstmann, 4.Schöbel, 5.Förster, 6.Pusch, 7.Volkmann, 8.Hübner, 9.Groβ, 10.Raupach, 11.Föst, 12.Kretschmar, 13. Letzel. Na tarczy orderowej natomiast zwyciężyli: 1.Hübner, 2.Westphal – AfBuU, 1930, nr 122, s.2.
[16] W 1929 r. w pochodzie SG przez miasto towarzyszyła delegacja Kriegerverein, MTV, Radfahrerverein „Wanderlust” i Männergesang Verein „Bolko” – AfBuU, nr 69, s.2.
[17] Od roku powstania bolkowskiego SG do 1923 r. Königswürde dostępowali: Rother – 1884, Rolke – 1885, Zölffel – 1886, Ludwig – 1887, Linhardt – 1888, Berkowitz – 1889, Rother – 1890, Hoffmeister – 1891, Katzke – 1892, Niediger – 1893, Bauer – 1894, Vogt – 1895, Hoffmeister – 1896, Bauer – 1902, Rudoph – 1903, Leuchtmann – 1905, Brendel – 1907, Krappe – 1909, Ed.Stiller – 1911, Pusch – 1912, Mosig – 1913, Szczygielski – 1914, Mosig – 1920, Herold – 1921, Windelen – 1922, Pietrusky – 1923 – AfBuU, 1926, nr 61, s.9.
[18] W konkursie z nagrodami zwycięzcami zostali: Arlt, który otrzymał odznaczenie ufundowane przez Psyka; Goretzki, który otrzymał medal ufundowany przez Beichela; Volkmann otrzymał nagrodę ufundowaną przez Goretzkiego; Schöbel – nagrodę ufundowaną przez Nentwicha. W konkursie na tarczy mieszczańskiej zwyciężyli: 1.Tauber, 2.Sieber, 3.Weber (junior), 4.Ochsenbein, 5.Kunisch, 6.Arnold, 7.Krappe (junior), 8.Schroeter Fritz, 9.Kollar, 10.panna Schabon. 32 nagrody strzeleckie otrzymali: Hänsch, Stiller, Joecke, Schöbel, Goretzki, Weber, Psyk, Seichter, Lausmann, Volkmann, Mosig, König, Hübner, Pusch, Richard Scholz, Raupach, Waβner, Beichel, Groβ, Blum, Schneider, Schabon, Feicke, Müller, Krause, Herold, Westphal, Schicketanz, Letzel, Brückner, Rohr i Arlt. W zawodach wzięło udział około 50 osób – AfBuU, 1924, nr 70, s.2.
[19] Obchody święta strzeleckiego miały przebieg podobny do tych z poprzedniego roku. Na tarczy z nagrodami zwycięzcami zostali: 1.Volkmann, 2.Psyk, 3.Raupach, 4.Schneider, 5.Herold, 6.Westphal, 7.Pusch, 8.Lympius, 9.Krause, 10.Groβ, 11.Schabon, 12.Lausmann, 13.Hübner, 14.Herrmann, 15.Mosig, 16.Goretzki, 17.Stiller, 18. Feicke, 19.Worbs, 20.Schöbel, 21.Joecke, 22.Seichter, 23.Arlt, 24.Rohr, 25.Wilczek, 26.Szczygielski, 27.Beichel, 28.Hänsch, 29.Letzel, 30.Nentwich, 31.Wilhelm Müller, 32.Blum, 33.Schicketanz, 34.Hans Bretschneider, 35.Wagner, 36.Weber, 37.Salomon, 38.Richard Scholz, 39.Frank, 40.Waβner, 41.Kühnöhl,42.Geβler, 43.König. Na tarczy orderowej zwyciężyli: 1.Lausmann, 2.Raupach, 3.Volkmann, 4.Hübner, 5.Psyk. Na tarczy mieszczańskiej nagrody otrzymali: pani Horstmann, Neugebauer, Holdt, Pohl, Gude, Weber, panna Scholz, Kunisch, Zirschmar, pani Herold, Krappe, Hansel – AfBuU, 1925, nr 66, s.2.
[20] Fundatorem tej tablicy był właściciel tartaku, Pietrusky. Poległymi w czasie I wojny światowej byli natomiast: Mende, Gabriel i Weberschock – AfBuU, 1926, nr 50 i 52, s.2.
[21] Na tarczy z nagrodami zwyciężyli: stolarz Saloman, Volkmann, Groβ, Mosig, Westphal, Psyk, Hübner, Pusch, Worbs, Schöbel, Goretzki, Krause, Weber, Herrmann, Schicketanz, Raupach, Hänsch, Letzel, Lauβmann, Stiller, Nentwich, Rohr, Schneider, Szczygielski, Arlt, Schabon, Horstmann, Bretschneider, König. Na tarczy orderowej nagrody zdobyli: Schöbel, Letzel, Psyk, Hübner, Westphal, Nentwich, Volkmann, W.Müller. Na tarczy mieszczańskiej zwyciężali: Neugebauer, Fiedler, pani Raupach, Weber jun., Göthert jun., major Zeschmar, Werner Mosig, Tschirner, nauczyciel Schmidt – AfBuU, 1926, nr 62, s.2.
[22] Na tarczy orderowej zwyciężali: 1.Mosig, 2.Herrmann, 3.Psyk. Na tarczy z nagrodami najlepszym strzelaniem popisali się: 1.Herold, 2.Horstmann, 3.Förster, 4.Herrmann, 5.Weber, 6.Volkmann, 7.Hübner, 8.Schöbel, 9.Westphal, 10.Mosig. Na obu tarczach mieszczańskich rywalizowali: Richter, pani Herold, nauczyciel Heider, posiadacz auta Wolfram, Rösner, Sieber, Fiedler, Regber, fotograf Fritz Schroeter, Kretschmar – AfBuU, 1929, nr 70, s.2.
[23] Ordery strzeleckie otrzymali: Psyk, Herold, Westpha. Na tarczy z nagrodami zpowodzeniem walczyli: Westphal, Psyk, Kretschmar, Herold, Volkmann, Förster, Raupach, Groβ, Schöbel, Mosig, Hübner, Herrmann, W.Müller,Horstmann, Wiedemann, Goretzki – AfBuU, 1930, nr 72, s.2.
[24] AfBuU,1926, nr 61, s.9.
[25] W Bolkoschieβen zdobywało się godności Bolkobundesköniga, 1.Rittera i 2.Rittera – AfBuU, 1925, nr 93, s.2.
[26] AfBuU, 1925, nr 93, s.2: W 28.Bolkobundesschützen Bolkokönigem został Seiffert ze Strzegomia, który otrzymał jeszcze nagrodę przechodnią Bolkobundu.
[27] Jahreschronik 1926/27, BHB, 1927, nr 15, s. 458.
[28] W 32.edycji okręgowego strzelania Bolkokönigem został Hecht z Jawora – AfBuU, 1929, nr 78 i 79, s.2.
[29] Fumfahr G., Jahreschronik, (w:) BHB, 1932, nr 21, s. 613.
[30] AfBuU, 1925, nr 84, s.2.
[31] SG z Bolkowa zdobyło tytuł wicemistrzowski, Na Preisscheibe nagrody wywalczyli: Kretschmar, Hübner, Westphal i Herold – AfBuU, 1929, nr 107, s.2.
[32] AfBuU, 1933, nr 51, s.3.
[33] BHB, 1934, nr 25, op. cit. s. 732.
Göthert O., Geschichte der Schützenbruderschaft in Bolkenhain,
(w:) Beilage zum „Anzeiger für Bolkenhain und Umgegend”, 1926, nr 61, s. 9.
Roman Sadowski
Tags:
Bolkenhain,
Bolków,
bractwo kurkowe,
broń,
Gmina,
kultura,
Miasto,
niemcy
Posted by M.Petkowicz on listopada 18, 2007
Pierwotnie zamierzałem ukazać zdarzenia lat 1945 – 46 przez pryzmat relacji świadków polskich i niemieckich, a z czego zrezygnowałem, to niewątpliwie poruszony przeze mnie problem stanowić będzie przyczynek do podjęcia dokładnych badań nad historią polsko – niemieckiego współżycia, aż do wysiedlenia tych ostatnich z Bolkowa i okolicy. Zasadniczo ograniczyłem przestrzeń do obecnej gminy Bolków, która kojarzy się przeważnie z obszarem, gdzie działały od lutego do maja 1945 r. władze powiatowe[1].
Decyzja „wielkiej trójki” w sprawie uporządkowanego i humanitarnego transferu ludności niemieckiej z Polski zapadła w Poczdamie, co nie oznaczało wcale, że przemieszczanie się ludności niemieckiej, dobrowolne lub wymuszone, nie miało miejsca przed konferencją w Poczdamie. Początkowo przemieszczenia te przybrały charakter masowej ucieczki przed zbliżającą się Armią Czerwoną. W odniesieniu do obszaru obecnej gminy Bolków pierwsza fala cywilnych uciekinierów wystąpiła po 12 lutego 1945 r. [2], gdy Rosjanie zajęli Jawor i rozpoczęli ostrzał pobliskiej Roztoki, która jest oddalona już tylko o 12 – 15 km od Bolkowa. Przy okazji ewakuacji oddziału Służby Roboczej Rzeszy (Reichsarbeitsdienst), do którego dyspozycji stał dojeżdżający jeszcze do Bolkowa pociąg, miasto opuścili krewni i znajomi funkcjonariuszy RAD – u wszystkich stopni służbowych. Pociąg dotarł przez Pragę aż do północnej Frankonii, gdzie oddział został rozwiązany przez Amerykanów [3]. Pozostali, którzy zdecydowali się na ucieczkę, dotarli na obszar sąsiedniego powiatu kamiennogórskiego, by tam doczekać końca wojny i podobnie, jak ludność pozostała w Bolkowie, po raz pierwszy bezpośrednio zetknąć się z postępującymi na przód oddziałami radzieckimi. Mimo bezpośredniego sąsiedztwa frontu, wyczekiwanie na koniec wojny miało przedłużyć się dla mieszkańców miasta i okolicy do trzech miesięcy, podczas których Bolków, wprawdzie częściowo ewakuowany znów stał się siedzibą władz powiatowych.
W miejscowościach leżących wokół Bolkowa „syndrom Nemmersdorfu”[4] wprawił w ruch także mniejsze i większe grupy cywilnych uciekinierów. Zanim lokalny oddział RAD – u wykorzystał do ucieczki ostatni pociąg, który opuścił Bolków przed majem 1945 r., ewakuowano także pociągami ludność Wolbromka, głównie kobiety z dziećmi i starych ludzi, którym udało się dotrzeć do Bawarii [5]. Wkrótce potem ewakuowano pozostałych w wiosce ludzi, mężczyzn poniżej 60 roku życia wcielono do Volkssturm – u a innych przyjęto w leżącej po przeciwnej stronie miasta wiosce Wierzchosławice.
O Gorzanowicach wiadomo, że na przełomie stycznia i lutego 1945 r. opuściło miejscowość około 20 kobiet z dziećmi i jakaś grupa ludzi, którzy w wyniku bombardowań stracili swoje domy a tutaj znaleźli schronienie [6]. Stare Rochowice i Wiesau [7] także nie zostały w całości ewakuowane, gdyż nie chciano, aż do końca, rezygnować z osób zdolnych do pracy i obrony.
Historia ewakuacji sąsiedniej Płoniny jest znacznie bogatsza w zdarzenia, gdyż tutaj w miejscowym zamku Wilhelmsburg mieścił się aż do lutego wiejski obóz dziewcząt, po likwidacji którego ulokowano tu obóz przejściowy dla pochodzących z Górnego Śląska współpracowników wywiadu wojskowego. Na początku lutego 1945 r. urządzono w zamku szpital wojskowy, a 15 marca zakwaterował się w nim oddział wywiadowczy, do którego należeli także Rosjanie w mundurach Wehrmachtu. W kwietniu znalazł zamek zastosowanie jeszcze jako obóz szkoleniowo – wypoczynkowy dla żołnierzy, którzy opuścili go dopiero rankiem 8 maja 1945 r.
Druga fala uciekinierów przetoczyła się przez obecną gminę bolkowską w dniach 7 i 8 maja 1945 r. i podobnie jak w lutym przebiegała ze wschodu i północnego wschodu na południe i południowy zachód od Bolkowa, w kierunku Kamiennej Góry i dalej przez Sudety na obszar Czech. Mieszkańcy Sadów Górnych i Dolnych dotarli przez Stare Bogaczowice i Gostków do Trutnova w Czechach, gdzie Rosjanie ich zatrzymali i zmusili do powrotu[8]. Gorzanowice, gdy na pobliskich niemieckich pozycjach obronnych rankiem 8 maja eksplodowało kilka pocisków, opuściło wraz z żołnierzami kilka pozostających jeszcze we wsi rodzin, docierając tylko do oddalonej o kilka kilometrów Płoniny, która z kolei została ewakuowana wraz z wojskowym obozem szkoleniowo – wypoczynkowym i dotarła w okolice Cieplic.
Ewakuacja mieszkańców Wierzchosławic była nieporównywalnie utrudniona niż ewakuacja innych wsi gminny Bolków, gdyż przez wioskę prowadziła główna droga ucieczki oddziałów Wehrmachtu, a ponadto we wsi goszczono uciekinierów z wielu miejscowości tej części Śląska, która została zajęta przez wojska radzieckie do końca lutego 1945 r. utrudnienie to spowodowało, że duża część mieszkańców nie przyłączyła się do kolumny uciekinierów. Sąsiednia Półwieś, w tych krytycznych dla Niemców majowych dniach, zdobyła sobie niesławę przez zagadkowe zaginięcie zdeponowanych tu eksponatów Muzeum Regionalnego na zamku bolkowskim.
Po wygaśnięciu walk i zajęciu Pogórza Sudeckiego przez Armię Czerwoną niemieccy cywilni uciekinierzy wyszli z założenia, że po kapitulacji własnej armii teraz mogła już tylko nastąpić okupacja, z którą część gotowa była się pogodzić dla uratowania pozostawionej własności i zdecydowała o powrocie do rodzinnych wsi i miasteczek. Wcześniej mówiłem o przypadkach, w których Niemcy byli zmuszani przez Rosjan do powrotu do miejscowości wyjścia. Takie postępowanie można tłumaczyć faktem, że ostateczna decyzja o przyznaniu całości Dolnego Śląska Polsce miała dopiero zapaść na konferencji poczdamskiej. Dla stworzenia warunków do pobłażliwego traktowania przez okupantów, powracająca ludność wyrażała swą „sympatię” dla czerwonoarmistów, zdobiąc swoje wozy czerwonymi flagami [9]. Czy wywarło to pożądany skutek, mięli się już wkrótce przekonać.
Inną grupą uciekinierów obok tych, którzy uciekli ale podjęli decyzję o powrocie, była grupa desperatów, którzy „przedsięwzięli ucieczkę wewnętrzną” – samobójstwo (Selbsmord lub Freitod) [10]. Takie „przedsięwzięcie” było wówczas powszechnie akceptowane. Motorem był głównie bezgraniczny strach przed bezwzględnym i dzikim wrogiem. Szczególnie funkcjonariusze partyjni, żołnierze Wehrmachtu, właściciele majątków ziemskich i fabryk woleli śmierć niż kontakt z Rosjanami. Wielu decydowało się na samobójstwo już po pierwszym kontakcie z wrogiem w przeświadczeniu, że lepsza śmierć niż życie w ciągłym strachu i poniżeniu.
Analizując wspomnienia byłych mieszkańców obecnej gminy bolkowskiej można się doliczyć tylko w samym Bolkowie 7 przypadków [11], których motywy nie zostały bliżej wspomniane. Inaczej było z pewnym mieszkańcem Płoniny, którego żona zginęła w niejasnych okolicznościach [12]. Natomiast można domyśleć się motywu samobójczej śmierci pewnej mieszkanki Starych Rochowic [13], podobnie jak wiele setek wszędzie tam, gdzie pojawił się żołnierz Armii Czerwonej. W Jastrowcu stwierdzono jeden przypadek, choć niewątpliwie przykry, ale sam w sobie bardzo intrygujący. Autor pamiętnika relacjonuje o tym następująco: „Okazją do tego było znalezienie 3 trupów, które Polacy zarekwirowali dla siebie, jakkolwiek chodziło o poległych Rosjan, którzy w ogrodzie, gdzie je znaleziono, zostali pogrzebani przez właścicieli, którzy powrócili. (…) Okazało się, że ci Rosjanie mieli przy sobie wszystko to, co w ostatnich godzinach życia wspólnie zrabowali. Właściciel posesji, na której się to wydarzyło, wolał rozstać się z życiem, odmawiając sobie nieuchronnie zbliżających się męczarni” [14]. Równie mocno umotywowanym przypadkiem była samobójcza śmierć pewnego mieszkańca Pastewnika, który przysłuchując się przez ścianę, jak Rosjanie obchodzą się z jego sąsiadem, powiesił się w pobliskiej cmentarnej kaplicy. W Pastewniku odnotowano ponadto 2 dalsze przypadki samobójstwa [15].
Nieprzypadkowymi ofiarami czerwonoarmistów były najczęściej kobiety, dzieci i starcy powyżej 65 roku życia, na których dopuszczali się gwałtów, grabieży i egzekucji. Przy czym nie były to przypadki odosobnione, ktore można byłoby wytłumaczyć rozluźnieniem dyscypliny, należy pamiętać przecież, że żołnierze Armii Czerwonej byli systematycznie i konsekwentnie wychowywani w nienawiści do Niemców [16]. Czy z nienawiści tej Rosjanie gwałcili kobiety, to niewątpliwie „sprawa problematyczna”, jakkolwiek przybierały te gwałty okrutne formy, będące często przyczyną śmierci ofiar, bądź pozostawiały w ich psychice trwałe ślady. W obecnej gminie Bolków stwierdzono dziesiątki takich „aktów nienawiści” Armii Czerwonej z tamtego okresu. Jedyną miejscowością, gdzie nie zgłoszono gwałtu na kobiecie, były Wierzchosławice [17]. Z Pastewnika na przytoczenie zasługuje jeden dość osobliwy przypadek, w którym „… pewna młoda kobieta po wielokrotnym gwałcie doznała ataku serca, gdy oblano ją zimną wodą” [18]. Najczęściej stosowanym sposobem uniknięcia gwałtu, relacjonowanym w niemieckich pamiętnikach, było szukanie schronienia w stodołach, co być może wynikało z romantycznej natury niemieckich kobiet, a odpowiadało na pewno upodobaniu do prostoty i zapachu świeżego siana rosyjskiego żołnierza.
Armia Czerwona była zagrożeniem nie tylko dla kobiet podbitego narodu niemieckiego. Również mężczyźni, którzy wpadli w ręce Rosjan, musieli być w każdej chwili przygotowani na śmierć, której okoliczności bywały różne. Po trwających wiele godzin przesłuchaniach w willi Mäuera w Sadach Górnych [19], gdzie zainstalowali się Rosjanie, zastrzelono 2 mężczyzn i 4 kobiety. W tej samej wsi „upojony zwycięstwem” czerwonoarmista, strzelając na wiwat, zastrzelił małe dziecko[20]. W Starych Rochowicach, tym razem Milicja Obywatelska pod zarzutem posiadania broni pobiło 3 mężczyzn, którzy „… zamęczeni prawie na śmierć, mając otwarte rany, potrzebowali pół dnia, aby dotrzeć do swoich domów we wsi” [21]. W relacjach podana jest ogólna liczba 7 osób, które w podobnych działaniach postradało tutaj życie. W Świdniku zamordowano przewodniczącego tejże wsi i jej sekretarza oraz miejscowego rzeźnika [22]. W Nagórniku zastrzelono jedną, pochodzącą z Figlowa kobietę. W Jastrowcu zastrzelono inną kobietę, która przez otwarte okno przyglądała się rabunkowi żołnierzy radzieckich [23]. Tutaj zastrzelono przewodniczącego lokalnego urzędu, który chciał uchronić swoją żonę przed gwałtem. Przy podobnej próbie pewien mężczyzna z Pastewnika został zabity strzałem w tył głowy [24].
W porównaniu z gwałtami albo masowymi egzekucjami rabunek nie wydaje się tak okrutny, choć przerażać może jego skala. Można przypuszczać, że plądrowanie mieszkań było z góry zaplanowane przez dowództwo radzieckie [25], które nie było na pewno inicjatorem akcji mającej na celu zwalczanie konkurencji, co w relacji z Nagórnika przedstawia się następująco: „Do jesieni 1945 r. Polacy i Rosjanie plądrowali wspólnie, potem został urządzony przez Rosjan u Martina Emmericha swego rodzaju kołchoz, w którym musieli pracować Niemcy. W nocy ustawiano straże przeciwko przychodzącym z sąsiedztwa szabrownikom, którzy byli przez Rosjan przepędzani. Rozwiązanie kołchozu nastąpiło wiosną 1946 r. i mogli dopiero Polacy wejść do wioski” [26]; „Każdego dnia zdarzały się nadużycia Polaków w wyniku nieustających wypraw rabunkowych, w których mieszkańcy, gdy otwierali drzwi domów, byli bici kolbami karabinów” [27]. „Rutynowe” plądrowanie, choć posiadające pewne cechy wyjątkowości, miało miejsce w Pastewniku, gdzie pewien rosyjski oficer, poświęcając się z wielkim oddaniem zyskownemu „rabunkowemu interesowi”, natknął się na pewne odznaczenie [28], uznając, że jest to odznaka partyjna, pobił jej właścicielkę [29].
Inną planową akcją była deportacja Niemców do pracy głównie w głębi ZSRR. Początkowo umieszczano ich w obozach przejściowych, gdzie poddawano przesłuchiwaniu prowadzonemu zwykle przez NKWD, które niemal w każdym wypadku kończyło się „udowodnieniem winy” i zsyłką [30]. O wypełnienie „normy kontyngentu” zatroszczono się także w Bolkowie i okolicy. W pierwszej kolejności deportowano czołowych działaczy organizacji społecznych i przedstawicieli administracji lokalnej. Dla wielu wywózka kończyła się zwykle śmiercią. Przewodniczący powiatowej organizacji chłopskiej, Uber, zmarł w niewoli [31]. W Wolbromku w wyniku niemieckich denuncjacji wywieziono 7 mężczyzn, z których tylko jednemu udało się – podczas transportu – uciec, inny wrócił po 10 latach niewoli i przymusowych robotach, pozostałych uznano za zaginionych. Mniej skłonni do wydawania swoich współobywateli byli mieszkańcy Schönthälchen [32] i Świn, gdzie nie odnotowano żadnych denuncjacji, a wcześniejsi „przeciwnicy” narodowo – socjalistycznego reżimu skutecznie chronili teraz burmistrza i przewodniczącego lokalnego urzędu, Volkmanna, który pozostawał w spokoju aż do wydalenia [33]. W Starych Rochowicach z inicjatywy niemieckiego sołtysa, który swoją nominację zawdzięczał Rosjanom, odtransportowano 2 kobiety. W Płoninie deportowano burmistrza Klosego wraz z pewnym mieszkańcem Świdnika i braćmi Baumgarth. Dwaj ostatni zaginęli gdzieś w rosyjskiej niewoli [34]. Półwieś odnotowała jeden przypadek wywiezienia, mianowicie chodziło o właściciela majątku rycerskiego, dr Rulffesa [35], który szczęśliwie powrócił z niewoli.
Kolejnym równie tragicznym etapem wypędzenia, jak majowa ucieczka i okres bezpośrednio po niej następujący, był okres życia Niemców pod rządami radziecko – polskimi. Historycy dowodzą, że grupa ludności, która zdecydowała się na ucieczkę przed Armią Czerwoną, wybrała znacznie lepszy los niż część Niemców pozostałych w swoich domostwach, którzy przez władze administracyjne radziecko – polskie zostali zdegradowani do roli niewolników, odmawiając im podstawowych praw, ochrony i opieki [36]. W Bolkowie sytuację Niemców komplikował dodatkowo fakt, że tuż w pobliżu miasta znajdował się obóz pracy, w którym w pierwszych miesiącach po wyzwoleniu ciągle przebywali więźniowie ze Wschodu, oczekujący na powrót do domów. O ich postępowaniu wobec Niemców wiadomo, że „… było różnorodne, z jednej strony nikczemne oszczerstwa ich wcześniejszych służbowych zwierzchników, a z drugiej – energiczna akcja na rzecz ich dotychczasowych pracodawców i ich rodzin” [37]. Taka ocena zdradza niewątpliwie „obiektywizm” niemieckiego postrzegania polskiego robotnika przymusowego, choć określenia w niej zastosowane są raczej paradoksalne. W podobnym tonie brzmi narzekanie Niemców, że „… wtedy żaden Czerwony Krzyż, żadna międzynarodowa organizacja, żadna policja i żaden sąd nie były w stanie zatroszczyć się o te sprawy (ochronę prawną – przyp. mój), był to stan absolutnego bezprawia wobec wszystkich Niemców” [38]. 1 maja 1946 r. ukazał się w Jastrowcu afisz, wzywający do zemsty na Niemcach na ten dzień, zapewniający jednocześnie bezkarność wszystkim tym, którzy wezwanie zamieniliby w czyn [39].
Dolnośląskie „marsze ku czci Adolfa Hitlera” były specyficzną formą napiętnowania ludności niemieckiej. Znalazły zastosowanie również w obecnej gminie Bolków. Ludzi z całej okolicy, nie wyłączając słabych, chorych i dzieci, pędzono kilometrami. Marsze te organizowane były głównie w jednym celu: aby tym lepiej móc plądrować opuszczone domy, które i tak prawie świeciły już pustką po wcześniejszych kradzieżach dokonanych przez Rosjan. Sami uczestnicy wspominają, że „… wypędzono już w pierwszych tygodniach po zajęciu miasta z domów i zmuszono do „marszu ku czci Adolfa Hitlera”, który prowadził aż w okolice Karpnik. Tam polska straż kazała stanąć kolumnie marszowej po prostu na drodze i zniknęła” [40]. Z Karpnik po jednodniowym odpoczynku Niemcy wyruszyli bocznymi drogami znów do Bolkowa. Gdy wreszcie po dwóch dniach powrócili, reszta z ich już wcześniej zredukowanego dobytku została ostatecznie zagrabiona [41]. Po tej pierwszej próbie wypędzenia niemieckich mieszkańców Bolkowa, która, choć zakończyła się niepowodzeniem, dała pewne korzyści jej inicjatorom, nastąpiła druga jeszcze późnym latem 1945 r. Dotknęła ona zwłaszcza rodziny ewangelickie, które dotarły do Jawora. Bardziej odważni raz jeszcze wrócili do Bolkowa, ale zastali już zakwaterowanych w swoich mieszkaniach Polaków [42].
Na konferencji poczdamskiej mocarstwa zachodnie postanowiły, że wysiedlenie Niemców z Europy Środkowo – Wschodniej przebiegać miało w sposób uporządkowany i humanitarny, podczas gdy wysiedlonym dawano na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy od 10 do 30 minut [43]. W panice, która w takich okolicznościach zwykle ogarniała ludzi, zapominano o żywności, najpotrzebniejszych przedmiotach, niezbędnych w długiej tułaczce, a zabierano przeważnie to, co w danej chwili nawinęło się pod rękę. W obecnej gminie Bolków legalne transfery rozpoczęły się, jak wszędzie na tzw. „ziemiach odzyskanych”, w 1946 r. Zsamego Bolkowa pierwszy transport wyruszył 25 lipca. Poinformowani dzień wcześniej przez MO Niemcy o terminie i trybie przeprowadzenia wysiedlenia, mieli obowiązek zgromadzić się przed wspólnym marszem do Jawora na określonej ulicy, skąd kierowano ich dalej [44]. Można było zabrać tylko to, co zdołano zapakować na ręczne wózki. Do Jawora doprowadzano kolumnę pod strażą milicji; dla chorych przekazano do dyspozycji zaprzęg konny. Na miejscu zgromadzono ich na dziedzińcu jednej ze szkół w pobliżu dworca, gdzie pod gołym niebem oczekiwali na pociąg. Zanim jednak pociąg został podstawiony minęło kilka dni. Podczas których bagaże byłych Bolkowian zostały skrupulatnie „przesortowane”, a rzeczy im zbędne, w mniemaniu strażników, zostały „zarekwirowane”. Łącznie w pierwszym transporcie z Ziemi Bolkowskiej dotarło 2000 osób w okolice Maria Veen, gdzie rozdzielono ich na pojedyncze miejscowości powiatu Borken i Bucholt [45].
Drugi transport z początku października 1946 r. objął 2154 osoby z Bolkowa i części powiatu górnego. Przebiegał podobnie jak pierwszy, ale tym razem dotarł do Marientalu koło Brunszwika, gdzie został rozdzielony na miasto i okoliczne wioski, przy czym część trafiła do Hannoveru. Ostatni, trzeci transport z listopada 1946 r. pozostał w radzieckiej strefie okupacyjnej, koło Lipska w Saksonii [46]. W Bolkowie majster Böhme z miejscowego zakładu przędzalniczego z niemiecką stałą kadrą, która pomagała Polakom uruchomić ponownie zakład, który w latach wojny przestawiony był na produkcję wojskową. Böhme zmarł w Bolkowie, a jego niemieccy współpracownicy dopiero po kilku latach opuścili miasto [47].
Na długo przed pierwszym transportem ludności niemieckiej z Bolkowa nastąpiło już 23 stycznia 1946 r. wysiedlenie mieszkańców Wolbromka, który ów fakt relacjonują następująco: „… W pewną lodowatą noc, zerwani ze snu mieszkańcy musieli w krótkim czasie przygotować się do marszu, choć resztę nocy spędzili stłoczeni w sali gospody „zum Deutschen Reich”. Następnego dnia pojechali w wozach skrzyniowych do Jawora i musieli tam w opuszczonych, częściowo zbombardowanych i splądrowanych mieszkaniach, aż do lipca tego samego roku martwić się o przetrwanie” [48]. 23 lipca odtransportowano ich wspólnie z mieszkańcami Jawora na teren powiatu Höxter w Westfalii. Pozostali mieszkańcy Wolbromka podążyli razem z Bolkowianami w ich pierwszym transporcie do Borken, Bucholt i Werth w Westfalii.
Natomiast transport mieszkańców z Sadów Górnych dotarł 3 sierpnia 1946 r. do brytyjskiej strefy okupacyjnej i został mu przydzielony powiat Halle i Lippstadt w Westfalii, podczas gdy mieszkańcy Sadów Dolnych zostali osadzeni w Velbert i Wülfrat w Nadrenii [49].
Większość mieszkańców Gorzanowic – około 100 osób – musiało opuścić swoją rodzinną wieś 23 lipca 1946 r. razem z mieszkańcami Świn i Wolbromka i podążyła pieszo do Jawora, skąd dotarła do Brakel w Westfalii. W drugim, jesiennym transferze do Brunszwika dotarło 40 pozostałych mieszkańców Gorzanowic, z których część ze względów pokrewieństwa przeniosła się w późniejszym czasie do radzieckiej strefy okupacyjnej [50].
W czerwcu 1946 r. rozpoczął się transfer ludności ze Starych Rochowic, z którego około 200 osób dotarło w okolice Borken. Za nimi podążyło 30 września około 250 osób do Brunszwika. Trzeci i ostatni zarazem transport ze Starych Rochowic i Wiesau wyruszył, znów z około 200 osobami w czerwcu 1947 r. do strefy radzieckiej [51].
Usuwanie Niemców z Płoniny rozpoczęło się 26 lipca 1946 r., wyznaczono dla nich okolice Lethmate i Steinhagen w strefie brytyjskiej. Drugi transfer z października 1946 r. pozostał w radzieckiej strefie. W Płoninie odnotowano wyjątkowy wypadek optowania za Polską, który dotyczył lokalnego dróżnika, Gustawa Weiβa, z rodziną [52]. Podobny przypadek miał miejsce w Sadach Górnych, gdzie jeden z synów właściciela rzeźni, Erich Prowosnik, zdecydował się na małżeństwo z Polką [53].
Także dla Wierzchosławic, Półwsi i Nagórnika transfery odbywały się w trzech etapach. 23 lipca 1946 r. zostało skierowanych około 600 osób z tych wsi przez Jawor w okolice Höxter. Następny transfer z 30 września trafił do Brunszwika. Już analogicznie do wcześniej wymienionych miejscowości, trzeci transport pozostał w strefie radzieckiej. W Wierzchosławicach pozostało około 30 Niemców, którzy przez jakiś czas pracowali w rolnictwie, a w późniejszym czasie zostali także wydaleni [54].
Mieszkańców Jastrowca osadzono w środkowej Westfalii[55]. Pastewnik, przez obóz przejściowy w Siegen, został rozdzielony na miejscowości Massen, Langschede, Dellwig, Altendorf, Bergkamen i Rhynern. Pozostałych mieszkańców Pastewnika doprowadzono jesienią 1946 r. do strefy radzieckiej[56].
Rok 1947 zamknął w zasadzie fazę systematycznych transferów ludności niemieckiej z obecnej gminy Bolków. Próba odpowiedzi na pytanie, ilu Niemców znajdowało się w Bolkowie i okolicy [57] w chwili, gdy przy konferencyjnych stołach w Poczdamie zasiedli przedstawiciele wielkich mocarstw, by stworzyć nowy ład w Europie, jest niezwykle trudna. Właściwie brak jest danych na ten temat w chwili, gdy wojna dobiegała do końca i przenosiła się na ziemie wschodnie III Rzeszy, nikt nie prowadził statystyk i nikt nie liczył ofiar. Gdy jednak chodzi o ustalenie absolutnej liczby osób pochodzenia niemieckiego poddanej akcji wysiedleńczej z okolic Bolkowa i samego miasta, można , poddając dokładnej analizie odpowiednie rubryki „Bote aus dem schlesischen Burgenland” [58], gdzie dokładnie sami wysiedleńcy opowiadają o swoim losie. W publikacjach polskich [59], tylko w odniesieniu do Jawora, który był punktem zbornym dla mieszkańców ówczesnego powiatu bolkowskiego, liczbę tę ustalono na 35 292 osoby, przy czym do sierpnia 1946 r. w 11 transportach wysiedlono 19 250 Niemców [60]. Od grudnia tego samego roku odjechało dalszych 6 transportów z 10 511 osobami [61]. Do 15 stycznia 1948 r. pozostawało jeszcze w powiecie jaworskim, do którego należała wtedy gmina bolkowska, 890 Niemców [62].
Gruntowne zbadanie problemu wysiedleń, tylko dla obecnej gminy Bolków, wymaga długotrwałych badań i na pewno mogłoby być tematem pracy magisterskiej. Pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że wobec postępującego zmniejszania się liczby osób, Polaków, którzy zamieszkali po wojnie dziś także moje rodzinne strony, a których relacje w pewnym stopniu mogłyby zobiektywizować do tej pory jednostronną narrację niemieckich pamiętników, znajdzie się ktoś, kto podejmie trud takich badań. Moja powyższa praca jest niewątpliwie nie tylko próbą przybliżenia współczesnym mieszkańcom niemieckiej tragedii tamtych dni, ale stanowić może także impuls do głębszej analizy tematu wysiedlenia „stąd do Niemiec”.
[1] Bolków był powiatem w latach 1818 – 1932, a od 1934 r. stanowił część powiatu jaworskiego. Gdy Jawor został zajęty 12 lutego 1945 r., władze powiatowe ewakuowały się do Bolkowa.
[2] Herbert Schwinge, Wie war es vor 50 Jahren in Bolkenhain ? Wir erinnern uns, [w:] 14 Bundesheimattreffen der Bolkenhainer in Borken, 22 und 23 Mai 1995, s. 9.
[3] Vertreibung, [w:] Neue Bolkenhainer Heimat – Blätter, 7/1976, s. 19.
[4] Maria Podlasek, op. cit., s. 68.
[5] Vertreibung, op. cit., s. 31.
[6] Ibidem, s. 33.
[7] Wiesau, to nazwa własna, która już dziś nie funkcjonuje a określa pierwsze zabudowania Starych Rochowic, gdzie występuje zdrój św. Jadwigi.
[8] Vertreibung, op. cit., s. 37.
[9] Auszüge nach Tagebuch – Aufzeichnungen von Hans Graf von Hoyos, [w:] Neue Bolkenhainer Heimat – Blätter, 15/1980, s. 66.
[10] M. Podlasek, op. cit., s. 95.
[11] Vertreibung, op. cit., s. 26.
[12] Ibidem, s. 37.
[13] Ibidem, s. 37.
[14] Ibidem.
[15] Ibidem, s. 43 – 44.
[16] M. Podlasek, op. cit., s. 97.
[17] Vertreibung, op. cit., s. 38.
[18] Ibidem, s. 45.
[19] Do dziś wspomniana willa stanowi perłę w architekturze wsi.
[20] Vertreibung, op. cit., s. 32.
[21] Ibidem, s. 36.
[22] Ibidem, s. 38.
[23] Ibidem, s. 43.
[24] Ibidem, s. 45.
[25] M. Podlasek, op. cit., s. 115.
[26] Vertreibung, op. cit., s. 39.
[27] Ibidem, s. 43.
[28] Prawdopodobnie chodziło o niemieckie odznaczenie nadawane w III Rzeszy matkom, posiadającym liczne potomstwo – Mutterkreuz.
[29] M. Podlasek, op. cit., s. 119.
[30] Vertreibung, op. cit., s. 25.
[31] Ibidem, s. 25.
[32] Schönthelchen, to nazwa własna już dziś nie istniejąca, a określająca obszar w Bolkowie wzdłuż obecnych ulic Sienkiewicza, Kolejowej i Republikańskiej.
[33] Vertreibung, op. cit., s. 33.
[34] Ibidem, s. 37 – 38.
[35] Ibidem, s. 38.
[36] M. Podlasek, op. cit., s. 123; oraz Vertreibung, op. cit., s. 24.
[37] Vertreibung, op. cit., s. 25.
[38] Ibidem, s. 39.
[39] Ibidem, s. 43.
[40] Ibidem, s. 24.
[41] Herbert Schwinge, op. cit., s. 10.
[42] Ibidem, s. 10.
[43] M. Podlasek, op. cit., s. 157.
[44] H. Schwinge, op. cit., s. 10.
[45] Ibidem, s. 11; oraz Vertreibung, op. cit. , s. 24.
[46] H. Schwinge, op. cit., s. 11.
[47] Ibidem, s. 11; oraz Vertreibung, op. cit., s. 25.
[48] Vertreibung, op. cit., s. 31.
[49] Ibidem, s. 33.
[50] Ibidem, s. 36.
[51] Ibidem, s. 37.
[52] Ibidem, s. 38.
[53] Synowie Ericha Prowosnika w latach 80. wyjechali do Niemiec.
[54] Vertreibung, s. 41.
[55] Ibidem, s. 42.
[56] Ibidem, s. 45.
[57] W roku 1939 liczba mieszkańców Bolkowa wynosiła około 5000 osób.
[58] Miesięcznik ten ukazuje się od 1952 r. do dziś.
[59] Bronisław Pasierb, op. cit., s. 133.
[60] Ibidem, s. 134.
[61] Ibidem, s. 136.
[62] Ibidem, s. 138.
Pełen tytuł:
Koegzystencja ludności polskiej i niemieckiej
w okresie od maja 1945 do października 1946
w relacjach niemieckich mieszkańców byłego powiatu bolkowskiego.
Roman Sadowski
Tags:
Bolków,
Gmina,
historia,
ludność,
Miasto,
niemcy,
obszar,
przesiedlenie
Posted by M.Petkowicz on listopada 8, 2007
Już wielu entuzjastów historii Bolkowa osnutej sensacyjnym wątkiem zdążyłem przekonać, że tam gdzie brak źródeł jestem sceptykiem i niedowiarkiem, ale gdy wchodziłem do komnaty w Domu Niewiast na bolkowskim zamku, gdzie trwała już konferencja prasowa z udziałem Stanisława Jana Stulina, odjęło mi mowę, a do moich dotąd pewnych ustaleń zaczęło przenikać zwątpienie. Jednak z minuty na minutę pierwsze mylne wrażenia ustępowały logicznemu myśleniu, które oparłem o pozostające w moim posiadaniu informacje o historii miasta. Każdą z nich potrafię udokumentować.
Stulin w swojej książce „Gdzie ukryto Bursztynową Komnatę” podjął trop, który ma doprowadzić nas do bolkowskiego zamku, a jego samego do książkowego sukcesu. Ja chciałbym natomiast przedstawić Wam, drodzy Czytelnicy, kilka krytycznych uwag, którymi zamierzam podważyć prawdziwość relacji tajemniczego świadka o inicjałach C.H i ukazać tym samym rzeczywisty cel pojawienia się nowego, ale słusznie wcześniej zlekceważonego śladu.
Stulin napisał, że bursztynową komnatę przywieziono do Bolkowa w biały dzień, transport zatrzymał się na rynku, aby pokazać wszystkim, że właśnie przywieziono skarb z Królewca. Aby nie wzbudzać wątpliwości, o jaki skarb chodzi, wcześniej uszkodzono dwie skrzynie i umożliwiono dokładne ich oględziny. Młode bolkowianki miały precyzyjnie policzyć żołnierzy, bowiem widok mężczyzn w mieście miał wówczas należeć do rzadkości. Wynika z tego, że transport bursztynowej komnaty był publicznie jawny, ale jednak w tajemnicy przed samym Hitlerem, który nota bene szczycił się tytułem honorowego obywatela Bolkowa. Sugerowany przez p. Stulina niedostatek młodych mężczyzn w Bolkowie stoi w sprzeczności z faktem, że między 1940 i 1945 stacjonował w polowych koszarach na Wzgórzu Ryszarda oddział RAD – u oznaczony numerem 4/103 w sile 230 mężczyzn. O tym p. Stulin nie wiedział. Nie wie również o tym, że zachowały się księgi meldunkowe Bolkowa. Rejestr od czerwca do grudnia 1945 r. nie wzmiankuje o młodym Polaku o inicjałach C.H., który miał powrócić z Linzu. Jeżeli ów młodzieniec, na którego relacje powołuje się autor książki, osiedlił się w Bolkowie, to zameldował się pod innym nazwiskiem.
Tajemniczy C.H. miał usłyszeć o wszystkim, co relacjonuje, od byłych niemieckich mieszkańców miasta. Zastanawiające jest przy tym, że nikt z grona tak chętnie opowiadających w 1945 r. nie podzielił się swoimi obserwacjami z listopada 1944 r. w momencie, gdy sprawa Bursztynowej Komnaty zdobyła światowy rozgłos (początek lat 70.). Czyżby już zapomnieli o bursztynowych mozaikach wystających z dwóch skrzyń!?
Niemieccy bolkowianie o bursztynowych mozaikach nie pamiętali, ale pamiętali za to, że w lutym 1945 r. oddział Waffen – SS „Estonia” wywiózł z zamku cenniejsze eksponaty tamtejszego muzeum i ukrył je na terenie majątku dr Rulffesa w oddalonej o kilka kilometrów od Bolkowa Półwsi. Dlaczego nie ukryto ich wraz z Bursztynową Komnatą w przepastnych podziemiach?!
Przywoływany przez Stulina świadek relacjonuje o eksplozji na zamku i znalezionych w jego okolicy gruzach. Pierwszej informacji zaprzeczają, drugą potwierdzają zachowane do dziś sprawozdania bolkowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej (pisane przez zastępcę dowódcy straży i starszego ogniomistrza Arthura Mattuschka, zam. Frankfurt am Mein, Heisterstr. 14). Jest tam mowa mianowicie o pożarach i wybuchach, które spowodowały zniszczenia w infrastrukturze Bolkowa w okresie 1939 –1946. Otóż zastanawiające jest, że brak tam jakiejkolwiek wzmianki o wybuchu na zamku z listopada 1944 r. i jednocześnie podany jest szczegółowy wykaz zniszczonych lub uszkodzonych w mieście budynków. Wynika z niego, że 8 maja i w nocy z 8 na 9 maja 1945 r. wskutek eksplozji i podpaleń uległo całkowitemu zniszczeniu, bądź zostało częściowo uszkodzonych 15 budynków w tym 2 w bezpośrednim sąsiedztwie zamku. Kilka granatów eksplodowało w ogrodzie Lauterbacha poniżej zamku od strony miasta. Warto w tym miejscu podkreślić także tę sprzeczność, która polega na tym, że p. Stulin stwierdza w swojej książce, że Bolków nie uległ żadnym zniszczeniom wojennym. Nie dość, jak wykazałem wyżej, że miasto zniszczeniom uległo, to przebywająca w nim ludność doznała małych, ale jednak strat.
Wbrew twierdzeniu p. Stulina, że „w przedwojennej literaturze niemieckiej brakuje wzmianki o istnieniu podziemnych wnętrz, które można by łączyć z XVI – wiecznym opisem warowni”, przed wojną upowszechniano wersję o podziemnym przejściu pomiędzy bratnimi zamkami w Bolkowie i Świnach. Bolkowska młodzież wystawiała nawet sztukę, której wątek oparty był na legendzie o dwojgu zakochanych korzystających z tego przejścia. Na wyemitowanym w Bolkowie w 1923 r. banknocie „kryzysowym” jest nawet przekrój zamkowych legendarnych podziemi. Cóż p. Stulin z tej literatury o Bolkowie czytał?! Kolejna sugestia, że jakoby zlokalizowanie tych pomieszczeń nastąpiło w trakcie prac konserwatorskich w latach 1937 – 38, trafia w próżnię, bowiem według sprawozdań Verein für Heimatpflege zajmowano się wówczas wyłącznie remontem części murów, usunięto wyrządzone przez burzę szkody na dachu Domu Niewiast, odtworzono strop w pomieszczeniach po jego prawej stronie oraz zmierzano do odtworzenia pozostałych stropów w skrzydle północnym zamku. Brak natomiast w sprawozdaniach VHP informacji o dokonaniu inwentaryzacji wnętrz podziemnych na zamku. Oznacza to, że do tych sprawozdań Stulin także nie zaglądał.
Stulin sugeruje, że tylko te historie są prawdziwe, które nie mają cech prawdopodobieństwa. Te, które mają, są wymyślone. Potem wskazuje na nieścisłości w relacji C.H., aby podkreślić ich wiarygodność. Stulin umyślnie otwarcie mówi o nieścisłościach w relacji C.H. i uprzedza domysły czytelnika, cały czas sugeruje jednak jego wiarygodność i wiedzie czytelnika za swoim tokiem wnioskowania, aby ten ostatecznie uwierzył, że Bursztynowa Komnata jest ukryta w podziemiach zamku Bolka.
Stulin pisze, że autorzy wielu publikacji, uczynili z nich sensację, co jest jedną z przyczyn zastoju w dotychczasowych ustaleniach wokół Bursztynowej Komnaty. On wykorzystał ten zastój i zrobił dokładnie to samo, co jego poprzednicy w tym temacie, i uzyskał ten sam sensacyjny efekt.
W środowisku poszukiwaczy skarbów książka stanie się bez wątpienia bestsellerem, który przyniesie autorowi i wydawnictwu wymierne korzyści. Według mojej oceny jest to główny powód, dla którego pracownik naukowy, dr Stanisław Jan Stulin, korzystając ze swojego naukowego warsztatu, wychylił się z sensacyjną ofertą do czytelników, licząc na ich brak krytycyzmu podczas lektury książki. Jeżeli chodzi o moją osobę, przeliczył się bardzo.
Roman Sadowski
Tags:
Bolków,
bursztynowa komnata,
legenda,
Miasto,
Stulin,
zamek bolków